"Osobiście będę zajmował się śledztwem w sprawie zagrożenia życia niebezpiecznym lekiem" - zapowiada minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w rozmowie z DZIENNIKIEM.
Jakub Stachowiak: Co pan zrobi w sprawie śmiertelnie niebezpiecznych leków?
Zbigniew Ziobro: Wydałem polecenie wszczęcia postępowania wyjaśniającego dotyczącego sprowadzenia zagrożenia zdrowia i życia wielu osób. Zobowiązałem Prokuraturę Okręgową w Siedlcach, a konkretnie wydział śledczy, do prowadzenia tej sprawy. Jestem też w kontakcie telefonicznym z prokuratorem apelacyjnym i osobiście zamierzam przyglądać się tej sprawie.
Czy podejrzanymi mogą być ludzie z Jelfy?
Trudno powiedzieć w tej chwili. To jest na razie postępowanie w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek. W grę wchodzić może wiele motywów: niedopełnienie obowiązków, pomyłka, działanie umyślne, prowokacja, sabotaż czy nawet zwykła głupota.
Jak pan ocenia fakt, że do czegoś takiego w ogóle doszło? I że minister zdrowia o sprawie dowiaduje się z DZIENNIKA?
To rzecz niebywała i niedopuszczalna. Zapewniam, że będzie badany każdy aspekt tej sprawy. Dziś najważniejsze jest podjęcie szybkich działań. Prokurator musi mieć wiedzę, dlatego tak ważne są oględziny, zabezpieczenie materiału dowodowego. Musimy wyrobić sobie zdanie na temat sprawy, by zacząć działać dalej. Konieczne jest szybkie zapoznanie się ze skalą zagrożenia, by chronić ludzi przed konsekwencjami tego, co stało się z tymi lekami.
Co się stanie, jeśli ktoś w wyniku pomyłki z lekami umrze?
Mam nadzieję, że to nigdy nie nastąpi, to byłaby tragedia. Gdyby do niej doszło, prokurator będzie musiał to potem uwzględnić w opisie czynu, który będzie zarzucany podejrzanemu lub podejrzanym. Będzie to zależało także od tego, czy sprawa wynika z niedbalstwa, czy działania umyślnego. Nie wykluczamy, że w grę może wchodzić nawet zarzut zabójstwa. Ktoś, kto to zrobił, musiałby mieć świadomość, iż człowiek po zażyciu zamienionego leku umrze. To jest zagrożenie na miarę terroryzmu.
Zbigniew Ziobro: Wydałem polecenie wszczęcia postępowania wyjaśniającego dotyczącego sprowadzenia zagrożenia zdrowia i życia wielu osób. Zobowiązałem Prokuraturę Okręgową w Siedlcach, a konkretnie wydział śledczy, do prowadzenia tej sprawy. Jestem też w kontakcie telefonicznym z prokuratorem apelacyjnym i osobiście zamierzam przyglądać się tej sprawie.
Czy podejrzanymi mogą być ludzie z Jelfy?
Trudno powiedzieć w tej chwili. To jest na razie postępowanie w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek. W grę wchodzić może wiele motywów: niedopełnienie obowiązków, pomyłka, działanie umyślne, prowokacja, sabotaż czy nawet zwykła głupota.
Jak pan ocenia fakt, że do czegoś takiego w ogóle doszło? I że minister zdrowia o sprawie dowiaduje się z DZIENNIKA?
To rzecz niebywała i niedopuszczalna. Zapewniam, że będzie badany każdy aspekt tej sprawy. Dziś najważniejsze jest podjęcie szybkich działań. Prokurator musi mieć wiedzę, dlatego tak ważne są oględziny, zabezpieczenie materiału dowodowego. Musimy wyrobić sobie zdanie na temat sprawy, by zacząć działać dalej. Konieczne jest szybkie zapoznanie się ze skalą zagrożenia, by chronić ludzi przed konsekwencjami tego, co stało się z tymi lekami.
Co się stanie, jeśli ktoś w wyniku pomyłki z lekami umrze?
Mam nadzieję, że to nigdy nie nastąpi, to byłaby tragedia. Gdyby do niej doszło, prokurator będzie musiał to potem uwzględnić w opisie czynu, który będzie zarzucany podejrzanemu lub podejrzanym. Będzie to zależało także od tego, czy sprawa wynika z niedbalstwa, czy działania umyślnego. Nie wykluczamy, że w grę może wchodzić nawet zarzut zabójstwa. Ktoś, kto to zrobił, musiałby mieć świadomość, iż człowiek po zażyciu zamienionego leku umrze. To jest zagrożenie na miarę terroryzmu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|