"Na razie nie możemy stwierdzić, dlaczego pacjenci umarli" - zastrzega rzeczniczka lubelskiej Prokuratury Apelacyjnej. Po połączeniu śledztw w jedno łatwiej będzie badać tę sprawę.
Urzędnicy MSWiA zidentyfikowali 29 tysięcy osób, które kupiły corhydron. Udało się dotrzeć do 18 tysięcy z nich. Osoby, które już wzięły lek, skierowano do szpitali na obserwację.
Ministerstwo Zdrowia również cały czas zbiera informacje o pacjentach, którzy mogli paść ofiarą corhydronu. Ale wciąż nie da się jednoznacznie stwierdzić, ile osób zabił corhydron. "Nie ma potwierdzenia, że ci ludzie umarli z powodu podania tego leku. Mogli umrzeć z różnych przyczyn. Tak wynika z naszej wstępnej wiedzy" - ostrożnie podaje Paweł Trzciński, rzecznik resortu.
Od kilku dni inspektorzy i śledczy sprawdzają zielonogórską Jelfę, producenta corhydronu. Dotąd oficjalnie potwierdzili, że w ampułce jednej z partii corhydronu znalazł się inny, silny specyfik, stosowany do znieczulania podczas operacji. Podanie go gwałtownie rozluźnia mięśnie, przez co pacjent zaczyna się dusić.