Według Ministerstwa Zdrowia, szczepionka tamiflu trafi do pacjentów tylko w razie epidemii. "Może ją jednak przepisać każdy lekarz" - wyjaśnia w rozmowie z dziennikiem.pl Paweł Trzciński, rzecznik resortu. Dlatego zdrowie i życie każdego, kto tylko chciałby zaszczepić się nią na grypę, może być w niebezpieczeństwie.
Kilkaset osób w Japonii i USA, w większości dzieci, trafiło do szpitali i omal nie umarło po podaniu Tamiflu. Amerykanie badają 12 przypadków śmierci dzieci, którym prawdopodobnie podano Tamiflu.
Federalna Agencja Leków w USA, choć nie myśli jeszcze o wycofaniu szczepionki z obiegu, żąda od producenta wpisania na ulotkę ostrzeżeń o niebezpieczeństwie. Tak, by każdy pacjent wiedział, że szczepionka - o ile nie położy pacjenta na ostrym dyżurze w szpitalu - może także wywołać u niego halucynacje lub wpędzić w depresję.
Ale polscy urzędnicy nie zamierzają ani ostrzegać, ani wycofywać szczepionki z aptek, mimo apeli Amerykanów. Wszystko zwalają na Unię Europejską. Bo lek zarejestrowano na terenie Wspólnoty. Tak więc nasze ministerstwo nie może samo zmieniać ulotki ani wycofywać szczepionki z aptek. Musi czekać na decyzję biurokratów z Brukseli.
To kolejny skandal w ministerstwie. Najpierw sprawa śmiertelnie groźnego corhydronu, leku na alergię i astmę, o którym ministerstwo dowiedziało się z prasy. A teraz szczepionka przeciw grypie, która może okazać się bardzo groźna, o której resort milczy i - co gorsza - nie może wycofać jej z aptek.