Ostatnie trzy dni spędził w celi. Miał czas, by rozmyślać o tragedii, do której doprowadził. Tamta straszna chwila wraca nawet we śnie, z którego wyrywa go trwoga i jego własny krzyk
przerażenia. Potem w głowie Damiana B. kotłuje się wciąż jedno pytanie: dlaczego popełnił ten straszny błąd? Nie umie na nie odpowiedzieć, tak jak nie umie poradzić sobie z ciężarem
winy, który go przygniata.
"Mój syn pracował na kolei od 20 lat. Od dwóch obsługiwał przejazd w Gołaszynie. Ten sam szlaban podnosił tysiące razy. Mój Boże..." - załamuje ręce ojciec
dróżnika.
Damian B. nie może powstrzymać łez. Z twarzą ukrytą w dłoniach wysłuchał zarzutów prokuratora. Nie, nie przeraziła go 10-letnia kara więzienia. To żadna kara w porównaniu z wyrzutami sumienia, które zadręczają go bez litości. "Zabiłeś czworo ludzi" - tylko to słyszy cały czas. Nawet wtedy, gdy zamyka oczy i stara się zasnąć. Damian B. wie, że ten koszmar będzie wracał do końca jego dni. Jak ma dalej z tym żyć? Wciąż powtarza słowo "przepraszam" i chciałby, by bliscy ofiar jego potwornej pomyłki zechcieli choćby je tylko usłyszeć. Wie, jak trudno o wybaczenie nawet wtedy, gdy się o nie błaga. To dla niego prawdziwe piekło.