Do każdej rodziny ofiar katastrofy dzwonią dzisiaj pracownicy kopalni "Halemba". Pytają, kiedy mogą wypłacić kilkutysięczną zapomogę pośmiertną i odszkodowanie z ubezpieczenia, jakim objęci byli górnicy. Pieniądze wypłacane są już dzisiaj.
Po każdego, kto uprawniony jest do odebrania pieniędzy, kopalnia wysyła do domu samochód. Kierowca czeka, aż zostaną załatwione wszystkie formalności i odwozi, już z pieniędzmi w portfelach, pogrążonych w żałobie bliskich zmarłych górników.
To na razie jedyna pomoc finansowa. Choć po 10 tys. zł zapomogi i 5 tys. zł zasiłku pogrzebowego obiecała najpóźniej do dziś wypłacić każdej rodzinie także minister pracy Anna Kalata. Ale z państwowych pieniędzy nikt nie zobaczył jeszcze ani grosza. Powód? Biurokracja. Bo rodziny górników muszą najpierw złożyć w ośrodku pomocy społecznej podanie, które potem wędruje przez kilka biurek urzędników, nim trafi do kasy. Czyli - choć sytuacja jest wyjątkowa - wszystko odbywa się jak zawsze.
Co na to pani minister? "Robimy, co w naszej mocy, by te pieniądze jak najszybciej były do wypłaty" - zapewnia dziś Kalata. Ale dokładnej daty podać nie potrafi. I nic dziwnego, bo na polską biurokrację nie ma mocnych.