Już wiadomo. Trzy podejrzane paczki na wrocławskim Moście Pokoju, które wywołały alarm bombowy, to nie bomba ani głupi dowcip. Tylko... części balona meteorologicznego, który rano roztrzaskał się na moście.
Balon spadł na most o godz. 5 rano. Od razu pojawiła się firma sprzątająca. Jej pracownicy dokładnie spakowali wszystkie porozbijane elementy do pudełek. Tylko, że trzy...zostawili na chodniku. A jeden z przechodniów zauważył je i wezwał policję.
"To na pewno nie była bomba. Wykluczamy też głupi dowcip" - dowiedział się dziennik.pl w biurze prasowym wrocławskiej komendy policji.
Okazuje się więc, że tysiące osób, które tkwiły w korkach - w samochodach i tramwajach - gdy saperzy sprawdzali, czy w pudełkach jest bomba, musiały cierpieć przez nieuwagę kilku sprzątaczy. Policja teraz wyjaśnia, kto zostawił te pudełka, a prokurator zastanawia się, czy nie postawić winnym zarzutów za zakorkowanie całego miasta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|