84-letniemu generałowi Jaruzelskiemu prokurator IPN zarzucił zbrodnię komunistyczną. Miała ona polegać na kierowaniu "związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw". Drugi zarzut dla generała to "podżeganie członków Rady Państwa PRL (która formalnie wprowadziła stan wojenny) do przekroczenia ich uprawnień poprzez uchwalenie w trakcie trwania sesji Sejmu PRL i wbrew Konstytucji dekretów o stanie wojennym, datowanych formalnie na 12 grudnia".
Wojciechowi Jaruzelskiemu, który - podobnie jak inni oskarżeni - odrzuca zarzuty, grozi najwyższa kara - 10 lat więzienia. Pozostali autorzy stanu wojennego są oskarżeni o "uczestniczenie w związku o charakterze zbrojnym, który miał na celu popełnianie przestępstw przeciwko wolności". Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Zarzuty postawiono dwunastu osobom, jednak akt oskarżenia obejmie tylko dziewięć. Dwaj podejrzani są ciężko chorzy, a wobec jednego sprawa została umorzona.
"Odnaleźliśmy w archiwach dowody, z których wynika, że groźba interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce, czym próbowano uzasadnić wprowadzenie stanu wojennego, owszem istniała, ale w grudniu 1980 roku" - mówił DZIENNIKOWI prokurator Piotr Piątek, który prowadził śledztwo.
Akta sprawy liczą ponad 60 tomów. Przed zakończeniem śledztwa niektórzy z oskarżonych chcieli odwlec moment skierowania aktu oskarżenia do sądu. Pod koniec marca złożyli ponad dwieście wniosków dowodowych. Każdy, nawet jeżeli był nieistotny dla sprawy, musiał zostać rozpatrzony i musiała być udzielona pisemna odpowiedź. Generałowie chcieli np. przesłuchania żyjących funkcjonariuszy państw dawnego Układu Warszawskiego i NATO oraz dowódców niektórych jednostek wojskowych.
Ani Wojciech Jaruzelski, ani Czesław Kiszczak nie chcieli komentować sprawy.