Dziennik Gazeta Prawana logo

Polka zaginęła w hiszpańskim obozie pracy

13 października 2007, 14:49
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Praca na plantacji truskawek w Hiszpanii była czymś, o czym marzyły 25-letnia Bernadetta Ziółkowska i jej mama Katarzyna z Sieradza. Ale wyjazd okazał się koszmarem. Obskurne baraki, głodowe pensje, harówka w palącym słońcu. Pani Katarzynie udało się wrócić do kraju. Córka wciąż tkwi w obozie pracy.
"Niczego teraz nie pragnę, tylko zobaczyć moje dziecko całe i zdrowe. Niech wróci do domu" - mówi "Faktowi" Katarzyna Szczepańska. "Ostatnio dostałam od niej dramatycznego SMS-a. Córka prosiła, bym jej pomogła wrócić do Polski" - dodaje.

A wydawało się, że Hiszpania będzie wybawieniem dla obu kobiet. W Sieradzu, gdzie mieszkają, nie mogły znaleźć pracy. Kiedy w marcu tego roku trafiły na ogłoszenie w internecie, że potrzebne są pracownice do zbioru truskawek i można zarobić 30 euro dziennie, obie poczuły się tak, jakby chwyciły pana Boga za nogi. Organizator wyjazdu zapewniał, że w Hiszpanii czekają na nich dwuosobowe pokoje, ciepła woda, całodzienne wyżywienie.

"Nie bierzcie pieniędzy. Przez pierwszy tydzień farmer zapewnia jedzenie, a później zakupy już same zarobicie" - przekonywał. Obietnice to jedno, ale już w trakcie jazdy do słonecznej Hiszpanii okazało się, że nie jest różowo. Kierowcy busa, w którym jechały Polki, przez całą drogę - liczącą 2000 km - za nic mieli błagania kobiet, że muszą iść do WC. Po przyjeździe do Hiszpanii było jeszcze gorzej.

"Zawieziono nas w inne miejsce, niż była mowa. Zobaczyłyśmy baraki, w oknach kraty, drzwi jak w więzieniu, z judaszem. Wewnątrz obrzydliwe prycze" - opowiada Szczepańska.

"Jak wam się nie podoba, trudno. Musicie odpracować podróż - 1400 euro i możecie wracać" - usłyszały Polki na dzień dobry. Hiszpan nie zapewnił żadnego posiłku ani nawet ciepłej wody. Bernadetta i jej mama pracowały pod rozpiętymi nad truskawkami foliami, nie mogły przykucnąć, aby zbierać owoce, nie miały nic do picia, a słońce grzało bardzo mocno.

Drugiego dnia pracy pani Katarzyna zemdlała. Usłyszała wtedy, że do niczego się nie nadaje. Najpierw trafiła do lekarza w innym miasteczku. Potem wybłagała powrót busem do Polski, do Opola, ale bez córki. Bernadetta musiała zostać, aby odpracować podróż obydwu.

Do 1 maja mama otrzymywała od niej wiadomości. Bernadetta pisała, że uciekła z farmy i szuka nowej pracy. Ostatni SMS był inny: "Mamo, pomóż!".

"Dzwonię do córki, piszę, ale wiadomości nie dochodzą, a rozmowy są odrzucane" - mówi matka. "Dowiedziałam się na farmie, że córka może być u jakiegoś Armeńczyka. Zagrożono mi też, że jeżeli będę dalej dzwonić, to się z nami rozprawią" - dodaje. Bernadetty szuka już Interpol i polska policja, a także fundacje Itaka i La Strada.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj