Dziennik Gazeta Prawana logo

Za kompromitację na Narodowym wszyscy słono zapłacimy

26 maja 2011, 06:47
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Za kompromitację na Narodowym wszyscy słono zapłacimy
Newspix
Przesunięcie terminu otwarcia Stadionu Narodowego nawet o 10 miesięcy wiąże się nie tylko z kompromitacją, lecz także ze stratami finansowymi. Wcale nie małymi. Kto je pokryje? Podatnicy.

Nieoficjalnie wiadomo, że konsorcjum wykonawców (Alpine, PBG i Hydrobudowa) prowadzi gorączkowe rozmowy z inwestorem, czyli Narodowym Centrum Sportu (NCS) o to, kto ponosi winę za spóźnienie. Wczoraj minister sportu Adam Giersz ujawnił, że zgodnie z umową tylko 30-dniowe spóźnienie to kara w wysokości 100 mln zł, i deklarował twarde stanowisko: – Oczekuję, że wykonawca zrealizuje kontrakt zgodnie z ceną, terminem i przy zachowaniu odpowiedniej jakości. W kilka godzin później resort wydał specjalny komunikat, w którym złagodził swoje stanowisko. Tym razem urzędnicy napisali, że każda inwestycja ma odpowiednie kilkumiesięczne bufory czasowe.

Według naszych rozmówców zarówno z Ministerstwa Sportu, jak i ze strony wykonawców w najgorszym wariancie spór przeniesie się na salę sądową. – Nie czujemy się winni. Mamy raport zewnętrznej firmy, która diagnozuje przyczyny opóźnienia po stronie NCS i projektantów – mówi nam jeden z budowlańców.

Przesunięcie terminu otwarcia stadionu oznacza straty dla publicznej spółki. Oddala się moment, w którym stadion miał zacząć zarabiać. Jeszcze dwa dni temu na stronie NCS znajdowała się informacja, że 25 maja rozpocznie się sprzedaż biletów na pierwszą imprezę Red Bull X Fighters. Po opublikowaniu naszego artykułu pojawiła się tam adnotacja o wstrzymaniu sprzedaży. Rzecznik producenta napoju energetycznego Aleksandra Zarychta odmówiła nam wczoraj komentarza, gdy zapytaliśmy, czy wiąże się to ze stratami i czy będą dochodzić odszkodowania od NCS. – To sytuacja kryzysowa, nie wiedzieliśmy, że problemy są tak poważne. Z prawnikami zastanawiamy się nad konsekwencjami – usłyszeliśmy nieoficjalnie w Red Bullu. To może oznaczać, że nie tylko stadion nie będzie zarabiał, ale NCS może wypłacać odszkodowania firmom za zerwane kontrakty. Będą one pochodzić z naszych kieszeni.

Pod znakiem zapytania stoi inna planowana impreza, czyli spotkanie reprezentacji Polski i Niemiec.

Jak pisaliśmy wczoraj, budowlańcy zlecili dokonanie audytu budowy zewnętrznej firmie EC Harris. Z jej raportu wynika, że stadion zostanie oddany 9 miesięcy i 21 dni później, a największą winę ponosi NCS. – Pochylimy się nad uwagami wykonawcy, ale z tego, co wiemy, te prace są możliwe do wykonania w terminie – mówi rzecznik NCS Daria Kulińska.

Ale według naszych informacji dotrzymanie terminu nie jest możliwe. Największe problemy są z projektami instalacji sanitarnych, energetycznych, teleinformatycznych i przeciwpożarowych. Według wykonawcy zmian w projekcie było 8,5 tysiąca, a każdą musiało autoryzować NCS, co zabierało czas.

Na informacje o możliwym spóźnieniu zareagowali wczoraj również politycy. Posłowie PJN Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyljusz zażądali natychmiastowej dymisji ministra sportu. Przekonywali, że rząd popełnił serię błędów, czego dowodem są opóźnienia na budowach Baltic Areny, Stadionu Narodowego i autostrad.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj