Jak powiedział w uzasadnieniu wyroku sędzia Marcin Walczuk, w ocenie sądu nie było żadnych wątpliwości, że oskarżony dopuścił się najpierw pozbawienia wolności Mateusza, a potem dokonał na nim zbrodni zabójstwa.

Reklama

"Biorąc pod uwagę sposób popełnienia przestępstwa, a w szczególności motyw działania, czyli zemsta za złożenie obciążających zeznań przez pokrzywdzonego, sąd uznał, że jedynie kara 25 lat więzienia będzie adekwatna do winy oskarżonego" - uzasadniał wyrok sędzia Walczuk.

Przemysław Rusanowski (sąd zgodził się na podawanie jego danych i wizerunku) został już w 2008 roku skazany za zabójstwo Mateusza Skreczki na karę 25 lat więzienia. Podstawą prawną był art. 148 par. 2 Kodeksu karnego, uznany jednak później przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z ustawą zasadniczą. Skutkowało to tym, że Sąd Najwyższy wyrok uchylił i zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania.

Sędzia Walczuk zaznaczył, że ramy wyrokowania przed sądem w Suwałkach określał wyrok Sądu Najwyższego, który wznowił postępowanie na korzyść oskarżonego. "Nie dowodziliśmy w tej sprawie kwestii winy bądź niewinności oskarżonego. Zadaniem sądu było ustalenie kwalifikacji prawnej czynu i wysokość kary. Sąd nie mógł jednak poczynić ustaleń na niekorzyść oskarżonego" - powiedział Walczuk.

Sędzia podkreślił, że postępowanie nie ujawniło żadnych nowych dowodów w sprawie, zatem sąd utrzymał wyrok dla oskarżonego i uznał, że kara 25 lat więzienia będzie karą sprawiedliwą.

Obecna na odczytaniu wyroku babcia zamordowanego powiedziała dziennikarzom, że jedynie sprawiedliwą karą byłoby dożywocie i nie wyobraża sobie, że po 15 latach więzienia Rusanowski będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie z więzienia.



17-letni suwalczanin Mateusz zaginął jesienią 2005 roku, jego zwłoki znaleziono dopiero na początku kwietnia następnego roku. Ciało było w stanie rozkładu i dopiero badania DNA potwierdziły tożsamość ofiary. Jak ustalił sąd w pierwszym procesie, oskarżony wspólnie z innymi, nieustalonymi sprawcami, porwał chłopaka i wywiózł za miasto. Tam bili Mateusza kijem bejsbolowym i młotkiem. Potem zostawili półnagiego w zagajniku na mrozie. W wyniku obrażeń chłopak zmarł.

Jeden z uczestników porwania Kamil L. został w 2008 roku prawomocnie skazany na 8 lat więzienia za pomoc w porwaniu Mateusza i udział w pobiciu.

Reklama

Za motyw prokuratura przyjęła zemstę, bo Mateusz zeznawał przeciwko braciom Rusanowskim oskarżonym o handel narkotykami. Po tym procesie pod adresem Mateusza wielokrotnie padały groźby. Chłopak nie wychodził z domu i nie chodził do szkoły. Jego matka wielokrotnie powiadamiała policję o groźbach, ale ta zlekceważyła sprawę.