Ewa Błasik ostro atakuje lotniczych ekspertów. Uważa, że ekspertyz są "haniebne", a ludzie ci nie powinni nawet wymawiać nazwiska jej męża. Jej zdaniem to właśnie obecność szefa Sił Powietrznych na pokładzie TU-154 gwarantowało bezpieczeństwo i przestrzeganie procedur.
Orzeczenie śledczych o nieobecności generała Błasika w kokpicie oznaczało dla niej .
- mówi "Naszemu Dziennikowi" wdowa po gen. Błasiku.
Wszelkie doniesienia o obecności jej męża na terenie kokpitu, w tym ekspertyzy "pseudoekspertów lotniczych", m.in. byłego akredytowanego przy MAK, płk. Edmunda Klicha nazwała "haniebnymi".
Kobieta podała konkretne nazwiska ekspertów, którzy swoimi analizami godzili w dobre imię jej męża.
- stwierdziła.
Ewa Błasik od początku była przekonana, że jej mąż był gwarantem bezpieczeństwa załogi i przestrzegania procedur bezpieczeństwa przez wszystkie osoby na pokładzie. kończy Błasik.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Nasz Dziennik
Powiązane
Zobacz
|