Tę wartość dodaną, którą wniósł premierowicz. wniósłby każdy inny pracownik. Ja bym go nie zatrudnił. Chaotyczny i niefrasobliwy. Odpada - mówi "Newsweekowi" jeden z menedżerów lotniska w Gdańsku-Rębiechowie.

W jakim celu syna premiera przyjęto w takim razie do pracy?

Żeby mieć parasol, gdyby wyszło na jaw, co dzieje się na lotnisku. Kloskowski (prezes portu lotniczego - dop.red) ściągnął go jako polisę ubezpieczeniową - dodaje menedźer.

"Newsweek" podaje, że największymi i najmocniejszymi udziałowcami w trzecim co do wielkości porcie lotniczym w Polsce są samorządy województwa pomorskiego: Gdańska, Sopotu i Gdyni.

Prezydenci miast dostają kasę za obecność w radzie nadzorczej, ale samorządy nie biorą z portu pieniędzy. To nie skarbonka, z której zabierają sobie, gdy im zabraknie na remonty - mówi menedżer z portu lotniczego.

Nie ma powodów do nieróbstwa, układów, koterii, nepotyzmu

Dziennikarze piszą, że nie udało im się spotkać z prezesem Tomaszem Kloskowskim. (..) nie wychodzi nawet z gabinetu. Wychodzi rzeczniczka. Odpowiedzi na pytania? Mejlem. Być może zdąży w dwa dni, może nie. Do widzenia - czytamy w tygodniku. 

Ostatecznie dziennikarze doczekali się mejla. 13 stron drobnym drukiem.

Przy takim Zarządzie nie ma powodów do nieróbstwa, układów, koterii, nepotyzmu, "zatrudnianiu znajomych królika" i braku profesjonalizmu - czytamy m.in. w piśmie z portu lotniczego.

Tymczasem "Newsweek" dociera do innego pracownika gdańskiego lotniska, który sugeruje by sprawdzić, ile kosztuje obsługa prawna portu lotniczego. Samorządowo-państwowa spółka płaci co miesiąc 12 tys. zł zewnętrznej kancelarii. Za zlecenia ekstra ma płacić też ekstra.

Radcą, który z ramienia gdyńskiej kancelarii obsługuje lotnisko, jest Leszek Pachulski. Tygodnik podaje, że jest on oskarżony o próbę wyłudzenia od skarbu państwa ponad 300 mln zł za przedwojenne akcje spółki Giesche. Port lotniczy odpowiada, że sprawy gospodarcze prowadzone przez Pachulskiego są opisywane w mediach i wiedza o niniejszym jest publicznie dostępna.

Haratanie w gałę się rozwija...

Prezes lotniska jest fanem piłki nożnej. Jego sekretariat zdobią liczne puchary z mistrzostw ligi portów lotniczych. Oprócz tego, że sam m.in. razem z bezpośrednim przełożonym Michała Tuska grywa w piłkę, to w kierowanej przez siebie firmie zatrudnia byłych piłkarzy III i IV ligowych klubów z Wybrzeża. Przyjęto ich, bo dobrze kopią\ - uważa jeden z pracowników lotniska.

Haratanie w gałę tak się rozwija, że na umowę-zlecenie zatrudniliśmy masażystę z klubu rugby Ogniwo Sopot - ujawnia wysoki rangą menedżer. 

"Newsweek" pisze, że port lotniczy jest hojnym sponsorem sportu. Mocno wspiera m.in. drużynę Trefla Sopot, w której w radzie nadzorczej zasiada Tomasz Kloskowski. Port lotniczy na Trefl Sopot, Trefl Gdańsk, GKS Wybrzeże i Ogniwo Sopot wydaje co roku około miliona złotych.

To nie wszystko. W klubie tanecznym Fala Sopot swe umiejętności szlifuje syn prezesa, Maciej Kloskowski. Port lotniczy w kwietniu tego roku był głównym sponsorem wielkiego konkursu organizowanego przez Falę Sopot.

Akrobaci za 110 tysięcy złotych

"Newsweek" podaje, że w grudniu na lotnisku odbyła się impreza z okazji zakończenia sześciu inwestycji. W terminalu gości i polityków bawił zespół akrobatyczny z Gdyni. Faktura za tańce opiewała na 110 tys. zł. Opadły nam szczęki. Tyle za występ nie bierze Maryla Rodowicz, a ma najdroższe koncerty w Polsce! Księgowy biegał przerażony z fakturą, pytał, co ma robić. Zapłacili - ujawnia menedżer z lotniska. 

Lotnisko wyjaśnia, że zapłaciło tak dużo, bo tancerze przygotowali także catering dla gości.

Tygodnik pisze, że audyty energetyczne dla portu robi Bałtycka Agencja Poszanowania Energii (BAPE). Prezesem BAPE jest Edmund Wach, teść prezesa Tomasza Kloskowskiego. Wach audyty robił jeszcze za poprzedniego prezesa. "Newsweek" pisze, ze jest jednak różnica. Wtedy na audyty wydawano mniej. Tymczasem bez przetargu od października 2010 do marca 2011 Bałtycka Agencja poszanowania Energii zarobiła w porcie lotniczym 120 tys. zł.

Dziennikarze "Newsweeka" piszą na zakończenie, że do gdańskiego CBA wpłynęło zawiadomienie, które złożył prominentny pracownik lotniska: dokumenty spółki są zafałszowane, a z powodu niegospodarności z lotniska wypływają bokiem miliony złotych.