Historię czteroletniego Marka (imię zmienione przez redakcję) opisał serwis trójmiasto.pl, do którego zgłosili się rodzice chłopca. Chcąc pomóc dziecku, wystąpili o przydzielenie terapeutki z Poradni dla Osób z Autyzmem w Gdańsku. Kobieta miała przychodzić przez dwa tygodnie na cztery godziny dziennie, by pracować z Markiem.
O ile wcześniejsze sesje w Stowarzyszeniu Pomocy Osobom Autystycznym przyniosły dobre rezultaty, o tyle już po pierwszych spotkaniach z nową terapeutyką rodzice czuli się zaniepokojeni. - - mówił ojciec chłopca, z którym rozmawiała redakcja trójmiasto.pl.
Jako że terapeutka nie pozwalała rodzicom wchodzić do pokoju, w którym odbywała się "terapia", zainstalowali tam kamerę. To, co zobaczyli na nagraniu, przeraziło ich. - relacjonuje ojciec Marka.
Rodzice pokazali nagranie w Poradni, spotkali się również z terapeutką. Ta jednak nie wykazała skruchy, a swoje zachowanie tłumaczyła zmęczeniem. Kobieta straciła pracę, ale nie została zwolniona dyscyplinarnie, tylko rozstała się z Poradnią za porozumieniem stron.
Być może miała tu wpływ dobra opinia, jaką się cieszyła wśród rodziców, którzy polecali jej zajęcia znajomym. Mówi o tym Elżbieta Mazur, kierowniczka Poradni. - - powiedziała w rozmowie z trójmiasto.pl.
Jednak rodzice Marka twierdzą, że mieli sygnały o podobnych sytuacjach dotyczących innych dzieci - kobieta pracowała w Poradni od 16 lat. - - mówi ojciec chłopca. Sprawą zajmuje się prokuratura, a rodzice podkreślają, że mają nadzieję, iż uda im się powstrzymać kobietę od znęcania się nad dziećmi. Terapeutka wciąż prowadzi prywatną praktykę.