– – pochwalił się niedawno wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Problem polega na tym, że resort nie chce powiedzieć, na co dokładnie wydał te pieniądze.
DGP postanowił przyjrzeć się przede wszystkim, w jaki sposób w ubiegłym roku realizowane było 14 głównych programów modernizacyjnych polskiej armii. Zapisane są one w uchwale rządowej z 17 września 2013 r., a znowelizowanej w czerwcu 2014. W ich ramach do końca 2022 r. mamy wydać 91,5 mld zł, a tylko w 2014 roku było to 3,5 mld zł. Na co trafiły? Jeszcze w połowie 2014 r. MON bez problemu udostępnił nam dokładne dane finansowe dotyczące realizacji tych 14 programów modernizacyjnych armii, ale już po III kwartale odmówił podania szczegółowych rozliczeń. I zasłaniał się tajnością dokumentów. – – tłumaczyli DGP urzędnicy MON.
ZOBACZ TEŻ: Zielone ludziki pojawią się w Polsce? Szef MON mówi wprost: To niemożliwe>>>
Tak odpowiedziano nam na zwykłego maila z prośbą o informacje. Ale gdy zwróciliśmy się do resortu w tej samej sprawie w oficjalnym trybie dostępu do informacji publicznej, okazało się, że żadnych przeciwwskazań do ujawnienia danych nie ma. Być może ministerialna niechęć do ich publikacji wzięła się z braku wyraźnych sukcesów?
Jeśli bowiem przyjrzymy się szczegółom wydatków na broń, widać, że m.in. nie udało się zrealizować planu w obszarze nowoczesnego wyposażenia dla żołnierzy (program "Tytan"). Zamiast zakładanych 90 mln zł, według szacunków MON wydano 3 mln zł. – – stwierdza poseł Ludwik Dorn, członek sejmowej komisji obrony narodowej. Nieoficjalnie, od ludzi zaangażowanych w realizację programu można usłyszeć, że część firm, która ma dostarczyć nowoczesne technologie, po prostu nie jest w stanie tego zrobić.
Innym programem, w którym nie udało się wydać zaplanowanej kwoty, jest ten związany z bezzałogowymi statkami powietrznymi (dronami). Choć jeszcze w czerwcu mówiono o 60 mln zł, to według najnowszych szacunków MON wydano na niego raptem jedną piętnastą tej kwoty. Według informacji z odpowiedzialnego za zakupy Inspektoratu Uzbrojenia z upływem lutego ma się zakończyć dialog techniczny dotyczący dronów klasy mini, których waga ma nie przekraczać 5 kg, a do końca marca – dialog techniczny dotyczący dronów klasy mikro (do 2 kg).
Znacznie lepiej wygląda realizacja programu modernizacji wojsk pancernych – tu udało się wydać prawie 700 mln zł. Problem w tym, że czołgi kupiono (używane Leopardy z Niemiec), ale od ponad roku nie potrafimy podpisać kontraktu z firmą, która umiałaby je unowocześnić. Wydaje się, że dobrym torem idą kwestie związane z okrętami (wydano ponad 900 mln zł) oraz modernizacją wojsk rakietowych, na którą wydano w ubiegłym roku prawie 350 mln zł (m.in. podpisując umowę na wyposażenie drugiego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego).
Zapytaliśmy MON, dlaczego są problemy z wydawaniem pieniędzy na drony czy "Tytana". Ale do zamknięcia tego numeru DGP nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Nie wiadomo również, na co dokładnie wydano 4,8 mld zł z kwoty prawie 8,3 mld zł, o której wspominał minister Siemoniak. Urzędnicy MON twierdzą, że . Jedyne, co jest pewne, to to, że do definicji unowocześniania armii oprócz zakupu broni zalicza się również wydatki na wyższe szkoły wojskowe i muzea czy też np. sprzęt informatyczny i kulturalno-oświatowy.
Bruksela nie zablokuje programów
Ministerstwo Spraw Zagranicznych informowało w grudniu, że Komisja Europejska prowadzi trzy postępowania wyjaśniające dotyczące polskich zamówień obronnych: przetargu na śmigłowce oraz postępowań w sprawie okrętu patrolowego Ślązak i wozów opancerzonych Rosomak.
Urzędnicy w Ministerstwie Obrony Narodowej nie mają jednak wątpliwości, że wszystko odbywa się lege artis, a używanie klauzuli "ze względu na podstawowy interes obronny państwa" pozwala na prowadzenie postępowań z pominięciem prawa zamówień publicznych. Warto zaznaczyć, że tego typu praktyki stosowane są przez większość (jeśli nie wszystkie) kraje unijne. I zazwyczaj w dużych przetargach mimo szerokiej konkurencji jest tak, że wygrywają producenci uzbrojenia, którzy mają fabryki w kraju ogłaszającym przetarg. Wydaje się więc, że upomnienia KE nie będą w tym wypadku istotne i nie wpłyną na tempo modernizacji polskiej armii.