Nie powinno się pozwalać na osiedlanie się na stałe cudzoziemców w Polsce – z tym stwierdzeniem zgodziło się niemal 40 proc. 18-latków badanych pod koniec ubiegłego roku przez CBOS i Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. To o 10 pkt proc. więcej niż trzy lata temu. Choć nie uważają się za nacjonalistów, to deklarują, że popierają działania ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. I to niemal powszechnie – odpowiedziało tak 38 proc. badanych.
Najłatwiej postawić tezę, że młodzież skręca na prawo. Co o tyle zaskakujące, że wśród młodych zazwyczaj najpopularniejsze są poglądy lewicowe. Ale czy na pewno rośnie nam nowy prawicowy świat? Może jednoznaczne oceny tego przewartościowania są przesadzone?

Arabowie atakują Warszawę

Reklama
A może Żydzi sami chcieli gett, bo nie zależało im na integracji z Polakami? – takim pytaniem, opowiada jedna z wykładowczyń Uniwersytetu Warszawskiego, student przerwał wykład. Dodaje, że prowokacyjne zaczepki zdarzają się coraz częściej. – Ostatnio nasiliły się antyukraińskie nastroje u małej, ale widocznej grupki studentów. Jeden z nich zarzucał wykładowcy, że to banderowiec, więc nie ma co go słuchać – opisuje nastrój.
– A na zajęciach, na których poruszane było zagadnienie multikulturalizmu jako koncepcji socjologicznej, rozpętała się dyskusja o uchodźcach. Muzułmanów w ogóle nie powinniśmy wpuszczać, deklarował jeden ze studentów. Dowodził, że państwa, które mają islamskie mniejszości, doświadczają zamachów i rosnącej przestępczości. Więc granice trzeba zamknąć. Z tym wywodem zgodziło się kilka osób. Studenci byli też głusi na kwestie empatii dla cierpiących czy tolerancji dla inności – dodaje wykładowczyni.
I dzieli się kolejną obserwacją – w latach 90. po ulicach naszych miast biegali skini, którzy chcieli komuś przyłożyć, odreagować złość, bo miało być przecież lepiej, a oni tego nie odczuwali. Dziś ksenofobiczne hasła głoszą układni, dobrze ubrani chłopcy, którzy przemyśleli sprawę – opowiada. Często bardzo dobrze przygotowani do zajęć, oczytani, inteligentni. Kiedy przegną, przepraszają. Wiedzą, z czym się mogą afiszować, a czego nie wypada mówić publicznie. Robią dwa kroki do przodu i jeden w tył. – Szowinistyczne i rasistowskie poglądy weszły do mainstreamu i jest dla nich miejsce – dodaje wykładowczyni. – Może dlatego na pierwszej zbiórce harcerskiej mojego syna zabawa, którą wymyślił drużynowy, polegała na obronie Warszawy przed atakiem Arabów.
Tuż przed Bożym Narodzeniem na Wydziale Historycznym UW zawrzało. Jeden ze studentów wszczął pyskówkę na FB – wkurzył go pomysł zorganizowania Chanuki przez studentów judaistyki, na którą został zaproszony naczelny rabin Polski. Padły z jego strony słowa, że w ten sposób propagowana jest zbrodnicza ideologia, bo w judaizmie są rasizm, ksenofobia i nienawiść. Część studentów zorganizowała się i zbierała podpisy przeciw antysemickim zachowaniom.
Student i działacz MW, którego słowa dały początek zdarzeniu, tak komentował sytuację na Twitterze: "Judaistyka UW pisze na mnie donos. Stoją za nim jeden bolszewik, działacze Razem i judaiści. Młoda żydokomuna". Z dalszych studiów zrezygnował. – To była wyrazista sprawa, ale nie ma wielu takich przypadków. Owszem, są prawicowo nastawieni studenci. Często trafiają właśnie na historię, ale to tu powstawała Liga Republikańska – komentuje jeden z wykładowców Wydziału Historycznego. Ale, jak przekonuje, radykalizacji postaw nie zauważył.
– Jest coraz więcej dobrych studentów, którzy dużo wiedzą, zobaczyli świat i wiedzą, czego chcą. To jednak nie przekłada się na zaangażowanie, w tym to polityczne – dodaje. Takim znamiennym objawem bierności była dla niego sprawa związana ze zmianą regulaminu na UW. Nowe propozycje uderzały w prawa studentów, więc część zorganizowała się i ogłosiła strajk. W proteście wzięło udział kilkadziesiąt osób. – Dawny opozycjonista Karol Modzelewski, komentując to, uznał, że to niezwykła przemiana. Za jego czasów wystarczyła iskra, by wśród młodych rozpalić ogień. A tym się nie chciało – opowiada historyk.
Kolejny wydział UW – nauki polityczne. Tu, niejako z definicji, studenci powinni mieć wyrobione poglądy.
– Pamiętam jeszcze studentów sprzed 20 lat. Wśród tych wszystkich, których uczyłem, był tylko jeden, który był prawicowcem. I głośno o tym mówił – opowiada dr Olgierd Annusewicz z Instytutu Nauk Politycznych UW. – Dziś jest podobnie. Są na wydziale pojedynczy studenci z wyrazistymi poglądami. Choć, co ciekawe, niewielu z lewicowymi – dodaje.
Co nie znaczy, że jest wyraźna przewaga prawicowych. Jest trochę inaczej – tłumaczy Annusewicz i dodaje, że ci sprzed kilku lat albo kończący właśnie studia rzeczywiście częściej prezentowali postawy pro-PiS i anty-PO. – Ale to była raczej postawa antyrządowa. To byli młodzi ludzie, którzy przez cały okres dorastania żyli w kraju rządzonym przez Platformę. Widzieli wady tego układu, jako nastolatki przeżyli masowy szok związany z katastrofą smoleńską. Cała ta sytuacja mogła równie silnie na nich oddziaływać jak kiedyś zrywy, powstania. W takiej atmosferze łatwo być antyrządowym. Pojawiła się więc taka moda na bycie anty-PO – zauważa Annusewicz.

Zaliczenie i jeszcze raz zaliczenie

Nie bez powodu przytaczamy przykłady trzech wydziałów humanistyczno-społecznych. To właśnie od młodych ludzi wybierających socjologię, historię i politologię można by oczekiwać już jasno określonych poglądów politycznych. Szczególnie że kolejne badania wskazują na radykalizację.
Badacze z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW oraz z Centrum Interwencji Socjologicznych Collegium Civitas przeprowadzili sondaż w drugim tygodniu przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. na próbie 1036 Polaków w wieku od 18 do 30 lat. Celem badania było nie tylko wyjaśnienie podłoża preferencji politycznych młodych, lecz także wpływu kwestii uchodźców na ich wybory. Wyniki nie były zaskakujące: młodzi częściej deklarowali oddanie głosu na prawicę – PiS (24,5 proc.), Kukiz’15 (22,1 proc.) oraz KORWiN (12,9 proc.).
Z kolei CBOS do sprawy podszedł jeszcze inaczej i postanowił sprawdzić, czy młodzi chętniej interesują się polityką. I rzeczywiście tak jest. Współczynnik ten wzrósł z 11 do 17 pkt proc. między 2013 a 2016 r. – tylu młodych kończących szkoły ponadgimnazjalne określa swoje zainteresowanie polityką jako bardzo duże lub duże. W tej grupie niemal połowa określa swoje przekonania jako prawicowe. Za nacjonalistów częściej uważają się chłopcy (15 proc.) niż dziewczynki (6 proc.). Nieco większy od przeciętnej odsetek osób identyfikujących się w ten sposób jest widoczny w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców (14 proc.), a także wśród osób wierzących (16 proc.). – Inaczej niż w przypadku postawy patriotycznej, autoidentyfikacja religijna okazuje się tu mniej istotna niż poglądy polityczne. Za nacjonalistów uważa się jedna czwarta młodych ludzi o poglądach prawicowych, co siódmy sympatyk lewicy (14 proc.) i jedynie co siedemnasty (6 proc.) uczeń lub uczennica określający się jako zwolennik centrum – opisuje wyniki badań Antoni Głowacki.
Ale spójrzmy na te dane raz jeszcze. Tak, zainteresowanie polityką wzrosło, lecz wciąż jest śmiesznie niskie, a te 50 proc. prawicowców to tylko trochę ponad 8 proc. ogółu młodzieży.
Co więcej, jak wskazują naukowcy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, profil przeciętnego młodego polskiego wyborcy jest dość daleki od radykalizmu prawicowego. Po prostu trzy dominujące w tej grupie wiekowej partie prawicowe zbudowały poparcie na obawach przed przyjmowaniem uchodźców i na silnym podkreślaniu tożsamości narodowej. Czy to się tak mocno różni od tego, co uważa ogół społeczeństwa? Z badania Polskiego Generalnego Studium Wyborczego wynika, że od 2003 r. całe społeczeństwo jest bardziej prawicowe niż lewicowe. W skali od 0 do 10 ankietowani praktycznie w każdym wieku umieszczają siebie na wykresie w okolicach 6. Najmłodsi również.
– A więc co się dla nich tak naprawdę liczy? Zaliczenie. Co jeszcze? Zaliczenie – śmieje się wykładowca stosunków międzynarodowych. Choć właśnie to na jego zajęciach mogłoby iskrzyć. – Poruszam aktualne tematy. Choćby anulowanie przetargu na caracale. W ramach ćwiczeń zaproponowałem napisanie listu w imieniu naszych władz do prezydenta Francji. Nie wywołało to poruszenia. Podobnie jak Wołyń – wspomina wykładowca, który, jak pozostali, woli nie podawać nazwiska. Kiedy ukazały się informacje, że w Kijowie został odwołany pokaz filmu, na zajęciach studenci mieli napisać w tej sprawie do władz ukraińskich. – Nie było nacjonalistycznych akcentów. Odwrotnie. Jeden ze studentów napisał, że film ten mógłby się przyczynić do pojednania i poprawienia stosunków między oboma narodami, co wskazywało raczej na nieznajomość tematu niż chęć prowokacji – zauważa wykładowca.

Europa Wschodnia woli na prawo

Skręt młodych na prawo podkreślany jest nie tylko w stosunku do Polski, ale całego regionu. Na pierwszy rzut oka może się wydać, że diagnoza jest prosta – odpowiadają za to ruchy nacjonalistyczne, silniejsze podkreślanie historii, do tego takie zjawiska jak strach przed napływem uchodźców. Ale gdy uważniej przyjrzymy się trendowi, wyciągnięcie jednoznacznego wniosku o prawicowym uderzeniu nie jest takie oczywiste. Spójrzmy na trzy kraje z naszego regionu, po których spodziewamy się takich właśnie nastrojów.
– Na Ukrainie sytuacja wydaje się oczywista, od razu myślimy UPA, Bandera oraz wilcze haki. I młodzi, którzy identyfikują się z tymi elementami historii. Jednak ta prawicowość jest inna, niż nam się wydaje. Jest związana z państwowością, a nie z nacją. I zaczęła się silniej objawiać wraz z konfliktem o Donbas i aneksją Krym – tłumaczy Anna Maria Dyner, kierownik programu "Europa Wschodnia" w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. – W efekcie ta prawicowość jest antyrosyjska i proeuropejska. Tyle że to taki popnacjonalizm. Operujący odwołaniami do historii, ale powierzchownymi.
W Rosji charakterystycznym elementem prawicowości jest wojowniczość. – Czyli powrót wizji Rosji jako imperium. Stąd popularność sił zbrojnych, zaciąganie się do wojska – tłumaczy Dyner. I dodaje, że na Białorusi zaś w ogóle prawicowość i nacjonalizm to bardzo świeży temat, bo tam w latach 90. budowę silniejszej tożsamości narodowej zablokowano. – Dopiero ostatnio tradycyjne biało-czerwono-białe flagi przestały się kojarzyć z opozycją, a język białoruski stał się modny wśród młodych ludzi z dużych miast. Jednak dla wszystkich tych państw znamienne jest to, że jeżeli już obserwujemy silniejszą prawicowość wśród młodych, to dlatego że to jest dopiero pierwsze pokolenie, które może ją manifestować. W czasach ZSRR było to niemożliwe – dodaje Dyner.

Małe yorki robią hałas

Rozmawiamy z grupą kilku kolegów z jednej klasy warszawskiego gimnazjum.
Dziś to już 21-latkowie. Studiują, pracują. Na pytanie o prawicę, nacjonalizm, o nastawienie do mniejszości seksualnych i uchodźców wszyscy mają podobne odczucia: jest konserwatywnie, ale w gruncie rzeczy naprawdę niewielka grupa ich rówieśników ma jakiekolwiek poglądy polityczne.
– Wiele zależy od środowiska. Jeżeli chodzi o homoseksualizm, to najczęściej nikomu on nie przeszkadza, lecz na pewno mniejszy procent młodych zgadza się na związki partnerskie, a bardzo minimalny na adopcję dzieci. Jeżeli chodzi o imigrantów z krajów arabskich, jest o wiele bardziej rygorystycznie. Szczególnie wśród młodych dziewczyn. Naprawdę niewielki procent młodych osób zgadza się na imigrantów – opowiada Jakub. Ale tłumaczy, że tu robi się tylko na chwilę gorąco, jak jest jakiś zamach i trochę wrze. – A później najzwyczajniej w świecie większości jest to totalnie obojętne.
– Jest ta prawilna część społeczeństwa, która kończąc technikum i zawodówkę, osiąga swój zawodowy szczyt i ma raczej bardzo konserwatywne podejście do kwestii homoseksualizmu, związków partnerskich, nie mówiąc o uchodźcach. Ale ja nie spotkałem żadnego rówieśnika, który byłby prawdziwym patriotą, a co dopiero nacjonalistą – to z kolei Maks, student iberystyki.
– Zależy, o jaki patriotyzm pytamy. Jeśli o święta i wiarę w ojczyznę, to paru się znajdzie. Jeśli płacenie rozsądnych podatków i wiarę w rozwój kraju, to ze świecą szukaj. Myślę, że powinniśmy zredefiniować patriotyzm – wpada mu w słowo Jakub.
Ej, mało narodowców znamy? Mogę wskazać kilku. Dużo młodzieży pokazuje, jakimi to nie są patriotami. I raczej spotyka się z aprobatą – Piotr jednak uważa, że jego kumple widzą wszystko z perspektywy studentów i warszawki.
– Ale my ich znamy, bo jesteśmy z Grochowa – Jakub tłumaczy, że dorastanie w dzielnicy takiej jak Grochów, zamieszkałej przez ludzi starszych, biedniejszej niż centrum stolicy, zmienia perspektywę. – Myślisz, że na Bielanach, Mokotowie, Targówku i reszcie dzielnic nie ma takich ludzi – ironizuje Piotr. – Mało, dowodem jest poparcie dla ONR – jest przekonany Jakub.
– To poparcie jest duże czy małe? – dopytujemy. – Małe. Małe yorki robią duży hałas. Najmniejszy piesek zawsze najgłośniej szczeka – śmieje się Jakub. – A mnie się jednak wydaje, że młodzież bardziej skłania się ku prawicowym koncepcjom. A na pewno coraz bardziej się nimi interesuje – dopowiada Piotr.
A jak wygląda nastawienie do Arabów? Mówicie o nich ciapaci? Jak byście zareagowali, gdyby wasza siostra, kuzynka, dobra koleżanka zaczęła się spotykać np. z Turkiem? Mielibyście obiekcje? – pytamy. – Każdy by pewnie miał, to wydaje mi się naturalna reakcja. Ale po zastanowieniu i z czasem pewnie u ludzi tolerancyjnych i otwartych takie lęki, czy jakkolwiek tę niechęć nazwać, przechodzą – odpowiada po chwili zastanowienia Piotr. – Ja spotykam się z Turczynką od paru dni, a jak słyszę „ciapaci”, to krew mnie zalewa – podkreśla Jakub.
Dyskusja, którą prowadzimy, idealnie oddaje to, jak bardzo stosunek młodych do narodu, wartości i do życia jest zagmatwany. Jak mówi Antoni Głowacki, autor badania CBOS, to oni rzadziej odczuwają dumę z bycia Polakami i częściej wstydzą się swojego pochodzenia. – Jednocześnie to właśnie wśród osób między 18. a 24. rokiem życia obserwujemy najwyższe poparcie dla ruchów narodowych, propagujących idee nacjonalistyczne – potwierdza.
Zasadniczy wpływ na poglądy polityczne ma poziom życia. Analizy sugerują, że przesunięcie wyborców na prawo może być związane ze zjawiskiem relatywnej deprywacji – czyli po prostu subiektywnego odczucia pogarszającej się sytuacji materialnej. Młodzi – choć to pierwsze pokolenie, które nie zna komunizmu i które doświadczyło dobrobytu – mają silne poczucie braków, że w porównaniu z rówieśnikami w Europie Zachodniej wciąż mają mało. A to frustruje. I pomaga w szukaniu wroga. Choćby uchodźców.
– Mają wrażenie, że politycy niewiele mogą im zaoferować – mówi prof. Henryk Domański, socjolog. Nie ma dla nich też alternatywy w postaci partii oferującej pociągający lewicowy program. Ale co więcej, młodzi zaczynają się od prawicy odwracać. Przynajmniej tej rządowej. – Kolejne roczniki młodych politologów są antyrządowe. Jeżeli wcześniej wspierali PiS, to teraz widzą, że w znacznej części ugrupowanie to zachowuje się podobnie jak PO. Więc wahadło odbija i jeszcze dodatkowo w kierunku większej ironii i cynizmu wśród młodych – zauważa Annusewicz.