Dziennik Gazeta Prawana logo

Pieski los bezdomnych zwierząt

28 stycznia 2018, 19:37
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Pieski los bezdomnych zwierząt
Shutterstock
Prowadzenie schroniska dla psów to świetny interes dla ich właścicieli. Nic dziwnego, że gminy, które zerwały współpracę z takimi miejscami, zaoszczędziły duże pieniądze.

Jest takie schronisko dla bezdomnych psów i kotów w Radysach, które zyskało opinię zwierzęcego obozu koncentracyjnego. W Polsce ok. 100 gmin podpisało z nim umowy – zachęciła je najniższa cena.

Jest również kilka takich gmin, których mieszkańcy skrzyknęli się, aby ratować psiaki przed zagładą – woleli wysyłać je do miejsc, w których zwierzęta mają szansę przeżyć i znaleźć dom.

Są wreszcie takie samorządy, które potrafią liczyć. I wiedzą, że współpraca z najtańszym nawet schroniskiem jest droższa od sensownie prowadzonych działań na swoim terenie. Dlatego zdarzają się w Polsce miejsca, w których nie ma bezdomnych zwierząt, za to jest więcej pieniędzy w gminnej kasie. Jest to dowód na to, że nawet jeśli na nową ustawę o ochronie zwierząt przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, to nawet wykorzystując przepisy starej, można się zachowywać po ludzku: mądrze i etycznie.

3 tysiące psów naraz

Przed Bożym Narodzeniem dostałam alarmującą wiadomość od mieszkańców podwarszawskiego Czosnowa: nasze psy są wywożone do Radys, zaś gmina, mimo próśb i protestów, zamierza odnowić umowę z tą "mordownią". Zanim zdecydowałam się spotkać z grupą aktywistów, poszukałam informacji na temat tego schroniska w woj. warmińsko-mazurskim. Informacji w sieci jest mnóstwo, niestety prawie wszystkie skrajnie negatywne.

Schronisko w Radysach to w zasadzie trzy firmy działające razem, prowadzone przez rodzinę państwa Dworakowskich. Tak jak nie lubią ich miłośnicy zwierząt, tak bardzo cenią ich urzędnicy gminni. Dlatego w Radysach przebywa bardzo dużo psów – obecnie ok. 3 tys. Siedzą w kojcach, na dworze, nie wychodzą na spacery, nie biegają. Za to ich umieszczenie tam jest dla gmin bardzo tanie, dlatego tak wiele z nich decyduje się zawrzeć kontrakt właśnie z tym schroniskiem.

Nie znam wszystkich umów, widziałam kilka, ale cena za odłowienie, transport, zaczipowanie, sterylizację i późniejsze utrzymanie zwierzęcia (jedzenie, opieka weterynaryjna, pensje tych, którzy się nimi opiekują) w przypadku Czosnowa wynosiła 1654,35 zł za dorosłego psa (547,35 zł za szczeniaka do trzech miesięcy). Brutto, czyli z VAT. Dobre schroniska są droższe, nie ma w zasadzie ofert poniżej 2,5 tys. zł. Bo proszę, przeliczmy sobie, ile wynosi stawka dzienna. Zakładając, że zwierzak będzie przebywał w schronisku tylko rok, oznaczałoby to, że jego wykarmienie, opłacenie szczepień oraz ewentualnie leczenia (plus pensje opiekunów) kosztowałoby dziennie 0,81 zł w przypadku szczeniaka i 3,23 zł – dorosłego osobnika. Gdyby zwierzę miało tam przebywać pięć lat, byłoby to odpowiednio 0,17 zł i 0,67 zł. mówi mi anonimowo jedna z osób zaangażowanych w walkę z Radysami.

Pod warunkiem zachowania tożsamości w tajemnicy będzie się ze mną kontaktowała większość moich rozmówców. Boją się zemsty gminnych urzędników albo właścicieli schroniska z Radys. Bo ludziom trudno uwierzyć, że bez mocnych pleców takie miejsce jak to mogłoby działać tak długo – od 2002 r. Zwłaszcza że Radysy było już negatywnym bohaterem niejednego medialnego skandalu. Reportaże o schronisku kręcił choćby TVN. W materiale sprzed pięciu lat można obejrzeć, jak właścicielka psa wywiezionego do tego schroniska jedzie, aby go odebrać. Towarzyszą jej reporterzy programu "Blisko ludzi” i reprezentantka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Kobieta pojechała z taką obstawą, gdyż powszechnie wiadomo, że jeśli zwierzę trafi do Radys, to nie sposób go już wyciągnąć. I tak się też dzieje w tym wypadku.

Bohaterka reportażu wraz z ekipą nie zostają wpuszczeni – bo teren prywatny. Wzywają policję, ale funkcjonariusz odstępuje od czynności służbowych. A syn dyrektora schroniska (jest właścicielem jednej z trzech firm, dwie pozostałe są na jego rodziców, gmina zawiera umowę z trzema podmiotami jednocześnie) rzuca się z pięściami na operatora.

Takie sytuacje zdarzają się i dziś. Poznałam historie kilku osób, których pies został na mocy umowy gminy z Radysami wywieziony na Mazury. Bo uciekł, bo wystraszył się burzy lub sylwestrowych fajerwerków. Kiedy dowiadywały się, że powinien przebywać właśnie na terenie tego schroniska, chciały go odzyskać. I odchodziły z kwitkiem. Bo do schroniska nie wpuszcza się właścicieli ani przedstawicieli organizacji broniących praw zwierzęcych. Dlaczego? To pytanie do państwa Dworakowskich, ale oni nie chcą rozmawiać z prasą.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj