Wcześniej podjęto decyzję o zabiciu krów.
W sprawie stada krów z Deszczna w pow. gorzowskim u ministra Ardanowskiego interweniował prezes PiS Jarosław Kaczyński.mówił lider PiS w środę w TVP Info.
W piśmie datowanym na 10 maja czytamy, że Kaczyński zwraca się na mocy ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora do Ardanowskiego o zainteresowanie się sprawą stada. Prezes PiS wskazał w piśmie, że zwraca się do ministra po tym, jak otrzymał list w tej sprawie od pani Ewy Wójcik.
- mówił w środę prezes PiS.
- zaznaczył Kaczyński.
Przez lata żyjące samopas stado powiększało się. Teraz liczy około 170 krów, byków i cielaków. Zwierzęta bez pomocy człowieka musiały sobie radzić ze zdobywaniem pokarmu i przetrwaniem zimy. Przystosowały się do tego znakomicie, ale z roku na rok stawały się coraz większym problemem dla mieszkańców gminy Deszczno.
Stado żywiło się na okolicznych polach i wchodziło w szkodę rolnikom, właścicielom gruntów i posesji. Było też zagrożeniem na lokalnych drogach. Do tego krowy nie są oznakowane i nie były objęte nadzorem weterynaryjnym.
O rozwiązanie problemu od lat zabiegały władze gminy. Właściciel krów ignorował jednak wszelkie decyzje i nakazy inspekcji weterynaryjnej.
W końcu jesienią zeszłego roku Powiatowy Lekarz Weterynarii w Gorzowie wydał decyzję nakazującą właścicielowi stada zabicie i utylizację krów. Podtrzymał tę decyzję sąd cywilny. Okazało się jednak, że właściciel krów nie ma na to pieniędzy.
Na początku maja br. wojewoda lubuski poinformował, że minister rolnictwa przeznaczył na ten cel 350 tys. zł. Lubuski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Zofia Batorczak wyjaśniła wówczas, że stado stanowi zagrożenie epizootyczne (chodzi o występowanie zachorowań na chorobę zakaźną - PAP), epidemiologiczne, gdyż nie jest znany jego status zdrowotny i w tej sytuacji zgodnie z przepisami unijnymi i krajowymi powinno zostać zlikwidowane.
mówiła Batorczak.
Dodała, że zgodnie z przepisami bydło o nieznanym statusie epizootycznym z uwagi na zagrożenie zdrowia publicznego nie może trafić do spożycia dla ludzi i nie może być np. przekazane innym hodowcom. Wskazywała, że pozostawienie stada na wolności może mieć poważne skutki gospodarcze dla lokalnych hodowców bydła.
Po tym jak informacja o decyzji nakazującej wybicie stada trafiła do opinii publicznej, uaktywnili się obrońcy zwierząt, którzy apelowali o odstąpienie od tak radykalnego rozwiązania. Wskazywali, że są ludzie gotowi wziąć pod opiekę "bezpańskie" krowy. Do gminy Deszczno przyjechała nawet grupa aktywistów, by pilnować krów.
Od 12 kwietnia stado znajduje się na ogrodzonym terenie, mając do dyspozycji około 60 ha łąk. Za opiekę nad nim płaci lokalny samorząd.
powiedział PAP wójt gminy Deszczno Paweł Tymszan.
– poinformowała z kolei w środę PAP Batorczak.
W sprawie stada z Deszczna zabrał głos także prezydent Andrzej Duda, który na Twitterze napisał, że minister Ardanowski i główny lekarz weterynarii Bogdan Konopka zapewnili go, iż szukają szczęśliwego rozwiązania dla stada z Deszczna.
"Jestem pewien, że je znajdą, mimo że przepisy UE nakazują zabić te zwierzęta" – podkreślił prezydent. "Polak potrafi! Trzymamy kciuki za stado z Deszczna" – dodał.
Minister Krzysztof Ardanowski oraz Główny Lek. Weterynarii Bogdan Konopka zapewnili mnie, że szukają szczęśliwego rozwiązania dla stada z Deszczna. Jestem pewien, że je znajdą, mimo, że przepisy UE nakazują zabić te zwierzęta. Polak potrafi! Trzymamy kciuki za stado z Deszczna
— Andrzej Duda (@AndrzejDuda) 28 May 2019