Po roku obowiązywania przepisów, które umożliwiają samorządom narzucenie sklepom z alkoholem częściowej prohibicji w godzinach nocnych (od 22 do 6 rano), widać, że rozwiązania te spolaryzowały mieszkańców, przedsiębiorców i samorządy. Przy czym – wbrew obawom środowisk kupieckich – zakazy nie cieszą się taką popularnością, jak życzyliby sobie tego specjaliści od uzależnień, którzy podkreślali, że ograniczenia są konieczne, by zahamować wzrost alkoholizmu u Polaków. Na wprowadzenie zakazu zdecydowało się tylko 7 proc. gmin – wynika z najnowszych danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Co więcej, część z samorządów, które opowiedziały się w zeszłym roku za ograniczeniami, właśnie się z nich wycofuje.

Skuteczny bat?

Restrykcje przy sprzedaży alkoholu wprowadzone nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2018 r. poz. 310) miały ograniczyć chuligańskie ekscesy powodowane przez nietrzeźwe osoby. Czy cele te udało się choć częściowo zrealizować? Tak, ale głównie w dużych miastach.

Przykładem mogą być Katowice. Tamtejszy urząd miejski informuje, że po wprowadzeniu zakazu liczba wystawionych pouczeń za zakłócanie ciszy nocnej spadła o 54 proc. O prawie jedną trzecią zmniejszyła się też liczba osób kierowanych do izb wytrzeźwień.

Podobne statystyki podają inne miasta. W Piotrkowie Trybunalskim o ok. 20 proc. spadła liczba zakłóceń ciszy nocnej. O ponad 30 proc. zmalała liczba zdarzeń (tzw. nieobyczajnych wybryków i incydentów z zaczepianiem przechodniów) z udziałem osób nietrzeźwych w Tarnowie. W ciągu roku obowiązywania przyjętej w sierpniu uchwały o ok. 40 proc. spadło również spożycie alkoholu w miejscach publicznych – wynika z informacji tarnowskiej straży miejskiej.

Jeszcze lepszymi wynikami może sie pochwalić Wrocław, gdzie liczba wykroczeń spowodowanych alkoholem zmalała o 60 proc. Pozytywny trend odnotował też dużo mniejszy Nowy Sącz. Już w ciągu pierwszych miesięcy obowiązywania zakazu (od 5 października ub.r. do 24 stycznia br.) tamtejsi funkcjonariusze interweniowali w nocy z powodu konsumpcji napojów wyskokowych 87 razy, czyli 21 razy mniej niż w analogicznym czasie rok wcześniej.

Lokalne weto

Zgoła inaczej wygląda sytuacja w najmniejszych samorządach. Tam ograniczenie działalności sklepów nie ma wielu zwolenników wśród mieszkańców, a także bywa kością niezgody między radnymi a wójtem, burmistrzem lub prezydentem miasta. Stąd też przybywa gmin, które ów konflikt rozwiązują po prostu uchylając obecny zakaz.

Przykładem może być 20-tysięczny Lubań w woj. dolnośląskim. Tamtejsze władze przekonują, że zakaz nie przyniósł znaczącej poprawy bezpieczeństwa, a spowodował rozwój szarej strefy, gdzie sprzedaż wyrobów odbywa się poza kontrolą.

Co więcej, "istniejący zakaz powoduje też uprzywilejowaną pozycję podmiotów gospodarczych, które w bezpośredniej bliskości granic administracyjnych miasta masowo sprzedają alkohol, bez żadnych ograniczeń, co dodatkowo uszczupla dochody miasta z wpływów gospodarczych" – czytamy w uzasadnieniu uchwały znoszącej ograniczenia.

Kolejnym przykładem mogą być Kartuzy, które w ostatnich dniach – po burzliwej sesji rady miasta – również wycofały zakaz nocnej sprzedaży alkoholu. U podstaw takiej decyzji legł argument, że takie restrykcje nie przynoszą zamierzonego celu i są po prostu nieefektywne.

– Osoby chcące kupić alkohol i tak znajdą taką możliwość, a często kupują go nawet na zapas. Tym samym zamiast zmniejszać ilość kupowanego alkoholu, wywołujemy zjawisko odwrotne, bo jest on zwyczajne kupowany poza miastem. A to stwarza ryzyko, że osoby nietrzeźwe wsiądą jeszcze za kierownicę i pojadą go gdzieś kupić – mówi burmistrz Mieczysław Gołuński.

Podobnego zdania jest też Henryka Wolska z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, która również była za uchyleniem zakazu w gminie Kartuzy. – Część z nas pamięta czasy, gdy alkohol sprzedawany był po godz. 13.00, ale można go było kupić pokątnie. Nie chcemy, by takie sytuacje wróciły – przekonywała. Zwłaszcza że – jak podkreśliła – do urzędu dochodziły sygnały o sklepach, w których alkohol sprzedawano w nocy mimo zakazu, ale samą sprzedaż ewidencjonowano na kasach dopiero rano.

Oddolna inicjatywa

Okazuje się też, że przeszkodą w skutecznym wdrożeniu przepisów były spory prawne. Ich ofiarą padł Kraków, który przegrał w pierwszej instancji z powodu skargi jednego z przedsiębiorców. Zarzucił on, że restrykcje uchwalone przez włodarzy dyskryminują go ze względu na lokalizację. Kraków odwołał się od niekorzystnego wyroku, przez co sprawa czeka na rozpatrzenie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

Zanim to nastąpi, Kraków, który zasadniczo dostrzega korzystny wpływ zakazu i jego pozytywny odbiór wśród mieszkańców – chce jednak ograniczyć sprzedaż alkoholu innymi sposobami. Już wkrótce wejdzie w życie pionierskie porozumienie między miastem a lokalnymi przedsiębiorcami (prawie 100 podmiotów). Na jego mocy kupcy zobowiązują się nie tylko do ograniczenia sprzedaży napojów wyskokowych (do 5.30 rano), ale również zaangażują się w działania mające poprawić bezpieczeństwo.

W praktyce oznacza to, że kupcy będą musieli m.in. zainstalować wewnętrzny i zewnętrzny monitoring oraz przyciski antynapadowe w punkcie sprzedaży alkoholu, a także podpisać umowę z firmą ochroniarską. Przedsiębiorcy będą musieli też zapewnić, żeby klienci nie czekali na swoją kolej poza sklepem. Program jest pilotażowy i ruszy już 1 września.

Co gwarantuje im za to samorząd? „W zamian za podpisanie porozumienia miasto będzie informować o przedsiębiorcach, którzy stosują odpowiedzialną sprzedaż, zorganizuje bezpłatne szkolenia dla sprzedawców i zagwarantuje lepszą współpracę z policją i strażą miejską w celu szybkiego reagowania na incydenty. Miasto przewiduje również podjęcie działań mediacyjnych w sytuacji zaistnienia konfliktu na linii przedsiębiorca – mieszkańcy, mającego związek ze sprzedażą alkoholu” – czytamy w komunikacie urzędu miejskiego.