Sądy elektroniczne zajmą się sprawami, w których chodzi wyłącznie o egzekucję długu - np. zaległej pożyczki czy czynszu lub zwrotu pieniędzy za wadliwy towar. "Takie systemy działają już w krajach UE, świetnie sprawdziły się w Wielkiej Brytanii" - mówi DZIENNIKOWI wiceminister sprawiedliwości Jacek Czaja. Ustawa ma być uchwalona w połowie przyszłego roku. "Rok 2009 to realny termin rozpoczęcia działalności tych sądów" - twierdzi wiceminister.

Jak elektroniczny sąd ma działać? Wystarczy wejść na jego stronę WWW. Tam krok po kroku osoba składająca pozew wypełni formularz. Poszczególne rubryki będą tak skonstruowane, że komputer poprowadzi piszącego za rękę. Odpowiadając na kolejne pytania - o dane osobowe swoje i pozywanego, okoliczności powstania sporu - autor pozwu dostarczy wszystkich potrzebnych informacji. Na koniec opłaci wpis sądowy kartą kredytową albo przelewem.

Formularz zostanie przekształcony w elektronicznej centrali sądu i automatycznie przesłany jako pisemny nakaz zapłaty do pozwanego. Nie oceni go jednak żaden sędzia ani asesor. Dlaczego? "Ogromna część dłużników doskonale wie, że powinni zapłacić, bo racja jest po stronie pozywającego. Oddają pieniądze po pierwszym telefonie firmy windykacyjnej" - uważa wiceminister Czaja.

Nieco podobna zasada działa już teraz w tzw. trybie uproszczonym - sporów o kwoty do 10 tys. zł. Wystarczy napisać do sądu wniosek o nakaz zapłaty. Akceptuje go jednak sędzia i wysyła od razu do dłużnika. "Praktyka pokazuje, że 70-80 proc. tego typu spraw kończy się bez odwołania" - mówi sędzia Marcin Łochowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. "System elektroniczny na pewno oszczędził mnóstwo pracy sędziom, którzy teraz każdy taki wniosek muszą rozpatrzyć. Po drugie więcej ludzi będzie korzystać z pomocy sądu, aby wyegzekwować swoje pieniądze od dłużników. O wiele łatwiej w domu włączyć komputer i wypełnić wniosek niż trudzić się z pisaniem go na papierze" - ocenia Łochowski.

Jeśli pozwany złoży od nakazu sądu elektronicznego odwołanie, sprawa trafi do sądu grodzkiego i rozpocznie się proces. Jeśli nie zrobi nic - nakaz się uprawomocni i do akcji wkroczy komornik.

W Wielkiej Brytanii sądy elektroniczne działają od 2002 r. i nazywają się Money Claim Online. Służą wyłącznie egzekucji długów - sięgających nawet do 100 tys. funtów, podczas gdy w Polsce będzie to prawdopodobnie 10 tys. złotych. "Wypełnienie elektronicznego formularza zajmuje około 30 minut" - mówi DZIENNIKOWI Mark Kram, rzecznik prasowy królewskiego sądownictwa.

Od 1 kwietnia zeszłego roku do 31 marca br. rozpatrzono za pomocą Money Claim Online ponad 117 tys. spraw. Tylko w 30 proc. pozwani decydowali się na obronę i sprawa trafiała do sądu. "To bardzo wydajny i tani system, bo zaangażowanie sędziów i personelu jest minimalne" - dodaje Kram.