Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania potwierdza, że śledztwo jest już na etapie końcowym. "Prognozujemy, że w ciągu miesiąca będziemy mogli skierować akt oskarżenia do sądu. Może się to opóźnić, jeśli strony będą składać dodatkowe wnioski" - mówi DZIENNIKOWI Kopania. I zapewnia: "Jeśli będą opóźnienia, to jedynie dwu- albo trzytygodniowe. Tyle czasu powinno zająć stronom procesu zapoznanie się z aktami sprawy, które liczą 40 tomów."

Te słowa oburzają szefa Samoobrony. "Najpierw przez wiele miesięcy nic nie robili, a teraz raptem tak szybko kończą tę sprawę" - mówi Lepper, który nie zamierza składać broni. Zapowiada rewelacje, które mają zdjąć z niego cień zarzutów. "Będą zaskoczeni moimi argumentami. Mam dowody, które obalają oskarżenia pod moim adresem w stu procentach. Łyżwinskiego też oczyszczą" - zapewnia. Jakie to dowody? Tego Lepper nie chce zdradzić.

Nowych faktów w sprawie nie boi się Aneta Krawczyk, była szefowa biura Łyżwińskiego. "Mam nadzieje, że nie będę musiała po raz kolejny udowadniać, że obaj panowie nie są aseksualni" - mówi z przekąsem Krawczyk. I dodaje: "Trzeba pamiętać, że nie jestem jedyną kobietą, która ich oskarżyła".

Śledztwo w sprawie afery "praca za seks" rozpoczęło się na początku grudnia 2006 r., po tym jak Krawczyk ujawniła, że pracę w biurze dostała w zamian za świadczenie usług seksualnych Łyżwińskiemu i Lepperowi. Na Łyżwińskim, który stracił immunitet poselski i trafił do aresztu pod koniec sierpnia, ciąży siedem zarzutów: wielokrotnego wykorzystywania seksualnego Anety Krawczyk i trzech innych kobiet, gwałtu, nakłaniania Krawczyk do przerwania ciąży oraz podżegania do porwania biznesmena.

Lepper będzie odpowiadać ma za kilkakrotne wykorzystywanie seksualne Krawczyk i próbę doprowadzenia do obcowania płciowego z działaczką lubelskiej młodzieżówki Samoobrony. Łyżwińskiemu i Lepperowi grozi do 10 lat więzienia.

Prokuratura zdecydowała, że nie wyłączy wątku Andrzeja Leppera do oddzielnego postępowania. Obu politykom zarzuca bowiem działanie wspólnie i w porozumieniu. "To znaczy, że obydwaj mieli świadomość popełnianych czynów. Ten zarzut pozwala pokazać mechanizm ich działania i może mieć zasadniczy wpływ na wymiar kary" - ocenia Agata Kalińska-Moc, obrońca byłej pracownicy Łyżwińskiego.