Tej katastrofy nikt nie mógł przewidzieć. Gdy CASA C-295M z bocznym numerem 019 kołowała na pasie na warszawskim lotnisku Okęcie, fotoreporter zrobił jej zdjęcie. Kolos wspaniale prezentował się w świetle silnych reflektorów. W kabinie widać pilota. Dwie godziny później maszyna rozbiła się pod Mirosławcem.
Ta katastrofa to tragiczny paradoks. Wojskowi, którzy wracali tym samolotem, byli uczestnikami konferencji poświęconej bezpieczeństwu lotów. W Warszawie oficerowie - najlepsi w Polsce piloci, szefowie ekadr i baz lotniczych - wymieniali się doświadczeniami, by właśnie takich katastrof już nie było.
Maszyna czekała na nich na Okęciu, by odwieźć do baz w całej Polsce. Z Warszawy polecieli najpierw do Powidza, gdzie wysiadła część pasażerów. Potem był przystanek w podpoznańskich Krzesinach - tam wysiadła kolejna grupa.
Ci wszyscy żołnierze nie mogą otrząsnąć się do dziś - dostali drugie życie, a ich koledzy nie żyją.
CASA nie doleciała już do Mirosławca. Tuż przed lądowiskiem runęła w las - zginęło 20 osób.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl