Nowacka była gościem w "Faktach po Faktach" na antenie TVN24 i opowiadała o zdarzeniu, które z jej udziałem miało miejsce w sobotę podczas manifestacji organizowanej przez Strajk Kobiet.
– powiedziała posłanka i podkreśliła, że trzymała w dłoni legitymację poselską.
– mówiła Nowacka.
Barbara Nowacka powiedziała, że ona i inni politycy chodzą na protesty żeby "deeskalować konflikty", a zachowanie policjantów zabezpieczających manifestacje, a następnie rzeczników policji wyjaśniających podjęte działania "obraża nie tylko intelekt, ale też honor munduru policjanta". Nowacka podkreślała, że wielu policjantów i policjantek, z którymi ma do czynienia, wyraża poparcie dla protestów i "mówią, że jest im wstyd" za działania funkcjonariuszy w ostatnim czasie.
Posłanka KO stwierdziła, że "trwa systemowe zastraszanie obywateli", a zachowanie funkcjonariuszy policji to "próby zniechęcania" do strajkowania, ale – jak podkreśliła – Polki "nie dadzą sobie wciskać ciemnoty".
– powiedziała Nowacka w TVN24.
Dodała, że jeżeli "nie będą mieli odwagi sami się rozliczyć, to przyjdzie taki moment, że przegra PiS wybory i będziemy weryfikować, jak się ktoś zachowywał w tych czasach". Nowacka poinformowała, że "nie odpuszcza" i zamierza "dochodzić swoich praw" po tym jak została potraktowana w czasie zabezpieczenia sobotniej manifestacji.
– zauważyła.
Posłanka zaapelowała do uczestników kolejnych zapowiadanych przez Strajk Kobiet manifestacji, by nie atakowali policjantów, bo "dają pretekst". – dodała. Podkreślała, że nie policjantów traktuje jako wrogów, tylko "tych, którzy wydają złe rozkazy".
Co na to policja?
- powiedział w niedzielę rzecznik Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak.
– mówił Marczak podczas konferencji prasowej i podkreślił, że jest to "wydarzenie, które poruszyło wszystkich".