Dziennik Gazeta Prawana logo

Taka to będzie wigilia. Boże Narodzenie w dobie pandemii

22 grudnia 2020, 03:20
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Choinka masecczka boże narodzenie
<p>Choinka masecczka boże narodzenie</p>/ShutterStock
Wielu nie będzie łatwo, bo stracili bliskich, źródła utrzymania, poczucie, że coś od nich zależy. Wybiorą różne strategie, by sobie z tym poradzić. 

– zaczyna Joanna Klimczewska. Co by zmieniła? Nastawienie do tego, co kiedyś wydawało jej się wymuszone i nienowoczesne. Bo po co było pod kierunkiem Babci (prosi, by pisać to wielką literą) urabiać sobie ręce po łokcie, skoro można było np. wyjechać na egzotyczne wyspy i tam, pod palmami, spędzić święta…

Jeszcze raz zobaczyć

Z tradycji świątecznych dziś najchętniej przywołuje tę sięgającą XIX w. Zgodnie z nią podczas kolacji wigilijnej można było po raz ostatni ujrzeć osobę zmarłą w kończącym się roku. Wystarczyło wyjść do sieni i w tajemnicy zajrzeć do izby przez dziurkę od klucza. Zmarły miał się ukazywać na swoim zwyczajowym miejscu przy stole. To dla takiego gościa było na początku przeznaczone puste nakrycie. Dziś, jeśli w ogóle jest, to dla zbłąkanego wędrowca.

– opowiada Joanna Klimczewska. Babcia zmarła, zanim w statystykach zaczęto rozgraniczać, czy bezpośrednią przyczyną był koronawirus czy choroby towarzyszące. Ona miała kluczową dolegliwość: starość.

Święta w tej rodzinie zawsze były na jej modłę. Pani Zofia powtarzała, że u nich kobiety brały wolne na tydzień przed godziną „W”, która wypadała 24 grudnia o godz. 17. Najpierw było wielkie sprzątanie, z obowiązkowym pastowaniem i froterowaniem drewnianych podłóg. Potem, na trzy dni przed wieczerzą, kuchnia przekształcała się w zakład produkcyjny. Najpierw ruszało pieczenie mięsiw. Tu pani Zofia odstępowała od tradycji. W Kościele katolickim obowiązek postu wigilijnego zniesiono w 1983 r., a polski Episkopat podtrzymywał go specjalnym dokumentem aż do 2003 r. Od tego czasu jest jedynie zalecany. Ona piekła mięso z pasją, schlebiając gustom dziadka. Potem robiło się ciasta, galarety, a na końcu sałatkę warzywną. Zawsze w tej kolejności. Bo to, zdaniem Babci, gwarantowało zachowanie świeżości każdej z 12 potraw.

– opowiada Joanna. Jej Babcia zmarła w wieku blisko 90 lat. Choroba zwyrodnieniowa stawów uniemożliwiła jej już wcześniej zagniatanie ciasta czy wyrabianie farszu. Obowiązki przejęły na siebie trzy córki, z których każda miała już własny dom. – Moja mama jako najstarsza grała pierwsze skrzypce. I w ostatnich 10 latach brała na siebie koordynowanie przygotowań do świąt w mieszkaniu Babci – mówi Joanna.

Po wieczerzy Babcia siadała w centrum dowodzenia: bujanym fotelu z plecionym siedziskiem i poręczami z ciemnego, giętego drewna. Bujała się ubrana w szlafrok i kapcie z futerkiem (co roku dostawała nową parę). Patrzyła na choinkę, zawsze żywą i zawsze do sufitu, która walczyła z fikusem o dominację. – Światełka, które najpierw naprawiał dziadek, a potem mój tata (obaj identycznie przy tym gderali, zarzekając się, że w przyszłym roku trzeba kupić nowe), odbijały się w szklanych bombkach przedstawiających kiczowate, wiejskie pejzaże. Babcia, mrużąc oczy, zachwycała się: jak ładnie, jak ładnie... Do szczęścia tego wieczoru brakow...

CZYTAJ WIĘCEJ W E-DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj