83-letni Ryszard Siemek, mieszkaniec domu pomocy społecznej w Zielonej Górze do szpitala trafił w październiku ubiegłego roku, wraz z innymi pensjonariuszami placówki.

Reklama

Był obciążony kilkoma tzw. chorobami współistniejącymi. W pewnym momencie stan mężczyzny znacznie się pogorszył. Pacjent został przewieziony na oddział intensywnej terapii. Jego życia nie udało się uratować.

Rodzina zaczęła porządkować sprawy po zmarłym. Przez blisko miesiąc starała się odzyskać jego rzeczy z domu pomocy, ale udało się to dopiero po decyzji sądu. Bliscy odzyskali też rzeczy, które pan Ryszard miał ze sobą w szpitalu. Tu brakowało karty do bankomatu.

Zostało 14 złotych

Podczas porządkowania rzeczy po zmarłym, rodzina natknęła się na dyspozycję dotyczącą rachunku bankowego. Pan Ryszard życzył sobie, by 50 tysięcy złotych, które miał, przekazać rodzinie. Okazało się jednak, że na koncie jest 14 złotych.

Rodzina ustaliła, że pieniądze zaczęły znikać z konta tydzień po śmierci pana Ryszarda. W nocy lub wczesnym rankiem ktoś wypłacał z bankomatu po tysiąc złotych. Kto? Tego dotąd nie udało się ustalić.

Dziennikarze "Interwencji" dotarli do znajomej zmarłego, również pacjentki domu pomocy, która trafiła do szpitala razem z panem Ryszardem. Kobieta twierdzi, że mężczyzna miał w szpitalu swoją kartę bankomatową, a pin do niej trzymał razem z dokumentami.

Agnieszka Wiśniewska, rzecznik szpitala wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim tłumaczy, że pacjent został poinformowany o możliwości złożenia cennych rzeczy w szpitalnym depozycie.

Żaden z dotychczasowych tropów nie doprowadził do ujęcia sprawcy kradzieży. Policja prosi o pomoc w poszukiwaniach mężczyzny, który z konta pana Ryszarda wypłacił ponad 50 tysięcy złotych.