Do zdarzenia doszło w ubiegły czwartek. Dwa pociągi relacji Szczecin Główny – Olsztyn Główny i Olsztyn Główny - Szczecin Główny pędziły wtedy wprost na siebie. Maszynistom obu składów udało się jednak bezpiecznie wyhamować pociągi na wysokości Dunowa.
- powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.
– powiedział Gąsiorowski.
Dyżurny ze stacji Koszalin Wojciech M. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z odmowy składania wyjaśnień.
– powiedział Gąsiorowski. Jak kontynuował, "przyznał jednocześnie, że pociąg, który znajdował się na jego stacji rzeczywiście został przez niego wpuszczony na ten tor, ale podał także że w tym dniu dostał informacje, że uległy uszkodzeniu urządzenia automatyki kolejowej, które służą do przekazywania informacji właśnie o nadjeżdżających pociągach".
Gąsiorowski powiedział także, że z informacji L. wynika, ze "wprowadził on procedury związane z łącznością radiową w takich sytuacjach; nie wszystkie połączenia udało mu się jednak odbierać - w szczególności te połączenia idące od kolegi ze stacji Koszalin - w związku z tym ten pociąg skierował do dalszej jazdy, nie widząc, że z drugiej strony nadjeżdża inny skład".
Dozór policji i zawieszenie
Prokuratura zdecydowała się zwolnić po przesłuchaniu obu dyżurnych, ale zastosowano wobec nich dozór policji i zawieszenie obu w czynnościach dyżurnego ruchu kolejowego do czasu wyjaśnienia sprawy.
– dodał Gąsiorowski.
Bezpośrednie spowodowanie katastrofy w ruchu kolejowym zgodnie z art. 174 kodeksu karnego zagrożone jest karą od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Gąsiorowski powiedział także, że niebezpieczeństwo katastrofy było realne. – dodał Gąsiorowski.