Opisana w piśmie sytuacja miała miejsce 5 marca w hali Dworca Zachodniego. Pełniący tam dyżur pracownik socjalny, który pomagał uchodźcom przybywającym z Ukrainy zaobserwował niepojącą sytuację. - opisał sytuację burmistrz Woli. Kobieta podróżowała jeszcze z dwójką dzieci w wieku 3 i 5 lat i w związku z tym nie byłą w stanie samodzielnie dostać się do szpitala.
Jak zaznaczył Strzałkowski, pracownik ustalił, że w danym momencie na terenie dworca nie ma czynnego punktu medycznego. - poinformował burmistrz dodając, że operator dopytywał się o wielkość śladów po oparzeniu oraz przekazał, że poparzenie nie jest stanem zagrażającym życiu. Pracownik poinformował operatora, że kobieta jest blada, nie jest w stanie się poruszać a ból narasta. Poza tym trzy doby jechała pociągiem, a z powodu bólu brzucha ostatni raz piła wodę ubiegłego dnia.
"Stan zdrowia i życia matki oraz dziecka zagrożony"
- przekazał Strzałkowski. Na szczęście dzięki policjantom pełniącym służbę na Dworcu Zachodnim udało się wezwać karetkę przez centralę policji. - dodał burmistrz Woli.
Krzysztof Strzałkowski zwrócił się do wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła "o podjęcie konkretnych działań w stosunku do operatora numeru 112". - odpowiedziała rzecznik prasowy wojewody mazowieckiego Ewa Filipowicz.