Trudno powiedzieć, jak długo to potrwa. Rada nadzorcza podjęła uchwałę na trzy miesiące. Czasami rozwiązania tymczasowe okazują się najbardziej trwałe. I mówię to zachowując jednocześnie duży dystans do siebie i stanowiska, które zajmuję.
Prezes, który nie podejmuje decyzji, obojętnie w jakich warunkach działa, wystawia sobie najgorsze świadectwo. Będę podejmował wszystkie decyzje, które bez względu na ich wagę, okażą się
niezbędne dla funkcjonowania spółki.
Ze spraw bieżących najważniejsza jest ramówka wiosenna. Już jesteśmy po spotkaniu z dyrektorami anten. W tym lub w przyszłym tygodniu ją zatwierdzimy. Na razie nie chcę mówić o
szczegółach, bo nie chciałbym komunikować pracownikom telewizji za pośrednictwem gazety, który program zostanie, a który nie. Dwie rzeczy są istotne.
Priorytetem jest stworzenie pluralistycznej telewizji i wzmocnienie pasma publicystycznego. Mam nadzieję, że to się uda i namówimy do pracy przy tych programach osoby z ogromnym potencjałem, a które wcześniej zostały z jakichś powodów zmarginalizowane. Są to osoby, które udowodniły swoim warsztatem i doświadczeniem, że znakomicie nadają się do pracy w TVP. Z drugiej strony chcemy powrócić do tego, co powinno różnić telewizję publiczną od stacji komercyjnych, czyli np. dobrego pasma edukacyjnego i młodzieżowego.
Na razie nic pani ode mnie nie usłyszy w tej sprawie.
Obecnie szefem jest Krzysztof Rak. Jeśli ktokolwiek w spółce straci pracę, to dowie się o tym od swoich przełożonych. Nikogo przez gazety zwalniać nie będę.
Potrzebne jest wzmocnienie tego programu kilkoma dobrymi dziennikarzami. Ingerować w materiały przez nich robione nie będę. Chodzi o to, żeby "Wiadomości" nie skupiały się
jedynie na najważniejszych aktorach sceny politycznej, czyli PO i PiS i tym, kto komu zabrał krzesło, a kto komu nie dał samolotu, bo to z punktu widzenia istoty sporu politycznego w naszym kraju
w ogóle jest nieistotne.
Spór między PO a PiS o rzeczy błahe jest jednocześnie zabójczy dla rzeczowej i merytorycznej debaty publicznej. Zastępuje ją PR i sztucznie wykreowane konflikty. Media powinny się zajmować
istotnymi z punktu widzenia obywatela tematami, bez względu na to, kto je prezentuje. Chciałbym Panią prosić żebyśmy skończyli te metapolityczne dywagacje, bo informacje i publicystyka to
tylko część telewizji.
Nikt. Wiem, że zabrzmi to jak truizm i banał, ale chcemy stworzyć telewizję pluralistyczną. Z pewnością nie doskonałą, bo na ziemi nie ma rzeczy doskonałych, a każda instytucja jest żywym
organizmem, z setkami, nieraz tysiącami bieżących codziennych decyzji.
Tak. Ale zawsze wtedy, gdy dochodziło do łamania zasad pluralizmu, protestowałem. Że przypomnę te słynne konferencje w czasie których miały być emitowane mecze, te powtórkowe konferencje z
zatrzymania posłanki Sawickiej, tą nieproporcjonalność jeżeli chodzi o dostęp do czasu antenowego partii politycznych. Starałem się bardzo głośno o tym mówić. Od ostatnich wyborów
parlamentarnych do grudnia ubiegłego roku sytuacja wydawała się zmieniać na lepsze. Choć pewne rzeczy nadal mi się nie podobały, byłem tylko jednym z czterech członków zarządu. Mój wpływ
na sprawy programowe był ograniczony. Protestowałem zawsze, kiedy przekraczana była granica pomiędzy uprawnioną sympatią, np. w stosunku do polityka, a ordynarną propagandą.
Nie tylko. Myślę także o sprawie pewnego programu i robieniu pseudoaudytów, ktore miały wykazać, że ten program nie jest w TVP potrzebny. Myślę o planach wymiany w pewnych obszarach
kierownictwa wiernych jednej z partii politycznych na jeszcze bardziej wiernych tej samej partii.
Znać polityków to jedno, a ulegać im to drugie. Znam polityków z różnych opcji, pewnie podobnie jak prezes Walter czy Solorz, czy tak jak redaktorzy naczelni największych gazet w Polsce. W tym
nie ma nic złego. Natomiast jest ważne to, jak później realizuje się w codziennej pracy. Oceniajcie mnie państwo po tym.
Trudno. Pan Prezydent ma prawo do własnych ocen. Przyjmuję z pokorą te słowa, jednak nie mogą mieć one wpływu na podejmowane przeze mnie decyzje.
Powtarzam, nieważne jest to kogo ja znam. Oceniajcie mnie po tym co robię dla telewizji publicznej. Co robię dla programu.
Pewnie rzutuje. "Gazeta Wyborcza" przypisała mi poglądy, których nigdy nie miałem. Można było powiedzieć, że miałem poglądy radykalne, mocno prawicowe, ale gazeta
nazywając mnie "nazistą" zrobiła mi dużą krzywdę. Sprawę sądową przegrałem, złożyłem apelację, ale wyroku sądu publicznie komentować nie będę. Zwróćcie uwagę na
to, co zrobiłem w telewizji i co robię teraz. I za to mnie oceniajcie. Swoje poglądy zostawiam za drzwiami telewizji.
Ja nie mówię, że to jest moja telewizja, w odróżnieniu od prezesa Urbańskiego. To nie jest telewizja moja, to nie jest telewizja prezesa Rudomino, ani nawet rady nadzorczej. To jest telewizja 38 mln Polaków. Nieważne jest czy ja się zgadzam z poglądami tego czy innego redaktora. Ważne jest czy ludzie chcą go oglądać. W TVP powinno być miejsce dla całego spektrum poglądów. I tego będę się trzymał.
Nie rozmawiałem z ministrem skarbu. Do wtorku, czyli 6 stycznia nie widziałem się z ministrem Gradem, ani z nikim z Platformy Obywatelskiej. Sugestie, pochodzące z PiS, że wszystko było
zaaranżowane w budynkach ministerialnych, są nieprawdziwe, powiem nawet dobitniej - to są bzdury.
Dostalem gratulacje od wielu osob, też od polityków. Nie wymienię nikogo, bo nie chciałbym nikogo pominąć. Jednocześnie mam duże wątpliwości, czy oni by chcieli, żebym wymieniał ich
nazwiska. Mogę powiedzieć jedynie, że przynajmniej od niektórych dostałem szczere i bezinteresowne gratulacje.
Decyzję podjęła Rada Nadzorcza TVP. Ja nie jestem jej członkiem, więc trudno mi się wypowiadać w tym temacie. Powiem jedynie, że pewne środowisko, reprezentowane w radzie nadzorczej i
zarządzie, przygotowywało się do całkowitej dominacji w telewizji. Wiem, że taki plan istniał i miał być zrealizowany w najbliższej przyszłości. Pycha, arogancja i zachłanność nie są
najlepszymi doradcami.
Nie mam na to dowodów, choć wiem, że o takich sytuacjach pisała prasa. Osoby, które zostały zatrudnione podczas ostatnich dwóch, trzech lat w TVP mają często niekorzystne dla spółki
kontrakty. Narażają spółkę na wypłatę dużych kwot pieniędzy w ramach odszkodowania wypowiedzianego kontraktu. Do takich umów musimy podchodzić bardzo ostrożnie. TVP, ze względu m.in. na
kryzys i pogłębiający się spadek wpływów abonamentowych, jest w nienajlepszej sytuacji finansowej, choć nie tak złej, jak początkowo myśleliśmy. Najważniejszą rzeczą dla obecnego
zarządu jest skupienie się na finansach spółki. Wstępny projekt budżetu, pozostawiony przez zawieszony zarząd oznaczał tylko jedno - że w roku 2010 Telewizja Polska utraciłaby
najprawdopodobniej płynność finansową.
Zmiany będą, ale jestem bardzo daleki od decyzji, że nagle zwolnimy dużą część dyrektorów. W sytuacji kiedy każda złotówka jest ważna nawet pojedyncze zwolnienia kadry kierowniczej
muszą być przemyślane. Utrata mojego zaufania do pewnych osób nie wzięła się znikąd. Zresztą, żeby była jasność zmiany kadrowe w ogóle nie są naszym celem, z drugiej strony żaden
prezes nie może sobie pozwolić na obstrukcję w spółce, którą zarządza. Ci ludzie identyfikowali się ze starym zarządem, razem z nim przyszli do spółki, więc nie rozumiem skąd te larum w
mediach.
Nie chcę tego komentować. Zmiany być może będą, ale ważne są tu czynniki zupełnie od nas niezależne, na przykład zwolnienia lekarskie czy urlopy. To też nam daje do myślenia. Ja nie mam
oczywiście podstaw podejrzewać, że ktoś zrobił to umyślnie i ucieka przed zwolnieniem. Ale jest to niewątpliwie ciekawy przypadek socjologiczny, jak wiele osób się nagle rozchorowało.