Noc, dziecięcy pokój. Słychać głos odjeżdżającego sprzed domu samochodu. Dalej leci przejmująca, budująca napięcie muzyka. Dziecięce łóżeczko, które okazuje się puste. W
łóżeczku przytulony do szczebelków stoi zrozpaczony miś, w tle pajacyk rozkładający ręce w geście bezradności. Zabawki nie wiedzą, gdzie jest dziecko.
"Dni i noce spędzone w szpitalu. Biegunka, wymioty, odwodnienie. Czy wiesz, że ?" - kobiecy głos
lektorki jest bardzo sugestywny. Dalej widz dowiaduje się, że może oszczędzić dziecku cierpień i powstrzymać rotawirusy. Wystarczy zapytać pediatrę o doustne szczepienia. . Niemowlę musi przyjąć dwie porcje preparatu, w odstępie kilku miesięcy.
. "Jeśli te wirusy tak bardzo zagrażają zdrowiu, a nawet życiu naszych dzieci, czemu szczepionki nie są darmowe? Nie wywołujcie w nas, rodzicach, poczucia winy. Nie jesteśmy złymi rodzicami, czasami po prostu nie stać nas na takie wydatki" - pisze na jednym z forów dla rodziców mama czteroletniego chłopca i jedenastomiesięcznej dziewczynki. Początkowo . Kiedy pediatra przedstawił jej kosztorys, zrezygnowała.
Skargi na reklamę wpłynęły już do Rady Reklamy. ” - mówi Konrad Drozdowski, dyrektor Rady Reklamy. ”Reklama wywołuje niepokój nie tylko u rodziców, ale i dzieci” - dodaje. Jego zdaniem takimi emocjami mogą posługiwać się wyłącznie kampanie społeczne, które zwracają uwagę na poważny problem, np. molestowanie dzieci, przemoc w rodzinie, a nie na produkt, za który trzeba zapłacić.
Spot wziął pod lupę również Główny Inspektorat Farmaceutyczny. - mówi Magdalena Wojciechowicz z departamentu prawnego GIF. Wojciechowicz podkreśla, że spot nie łamie zakazu reklamowania leków na receptę, pownieważ nie obejmuje on szczepionek zalecanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego, a taką szczepionką jest ta przeciwko rotawirusom.