Dawno nie było tak tragicznego wypadku na polskich drogach. Do niedzielnego popołudnia w wypadkach zginęło już 18 osób. Najtragiczniejszy wypadek zdarzył się w sobotę nad ranem w Kaliszu.

Reklama

Piątka młodych ludzi wracała z dyskoteki w Russowie. Według policji kierowca pędził ponad 150 km/h. Zdążył jednak zauważyć 23-latka czekającego przy drodze na okazję. Mężczyzna dosiadł się "na czwartego" na tylną kanapę forda escorta. Na własną zgubę.

Kawałek dalej kierowca znów rozpędził auto do zawrotnej prędkości i stracił panowanie nad kierownicą. Escort dachował i wbił się z impetem w betonowe ogrodzenie drogi. Z przeciążonego tyłu wozu została miazga. Zginęły trzy osoby, w tym pechowy autostopowicz. Czwarty pasażer w stanie krytycznym walczy o życie.

20-letni kierowca wyszedł z wypadku niemal bez szwanku, wysiadł z auta o własnych siłach. Okazało się, że był trzeźwy. W niedzielę prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku. Grozi mu osiem lat więzienia.