Samolot wystartował z Okęcia w sobotę o godz. 17.57. Tuż po starcie . Nie informowali o żadnych problemach. "To rutynowa trasa naszych transatlantyków" - mówi DZIENNIKOWI pilot LOT-u latający na boeingach 767.
Przez pierwsze 20 minut maszyna wznosiła się na , którą miała osiągnąć w okolicach bałtyckiego wybrzeża. Gdy to nastąpiło . Jednak zamiast komunikatu, że stery przejął komputer, na zainstalowanym w kokpicie monitorze pojawiła się .
Gdy ponawiane próby włączenia urządzenia zawiodły, pilot podjął decyzję o powrocie do Warszawy. "Inaczej nie mógł postąpić. Według przepisów IATA, międzynarodowego zrzeszenia przewoźników lotniczych, . Co innego, gdyby to był lot do innego kraju europejskiego. Wtedy piloci mogliby go wykonać na 8 tysiącach metrów, z tak zwanej <ręki>, czyli pilotując osobiście" - tłumaczy pilot.
Jako pierwsi o przerwanym rejsie poinformowali miłośnicy lotnictwa na forum internetowym Lotnictwo.net.pl. Już o godz. 19.02 jeden z forumowiczów napisał, że maszyna wraca na Okęcie. Niektórzy z użytkowników, którzy dysponują specjalistycznymi odbiornikami informowali o wymianie komunikatów między pilotami, a kontrolą lotów. Wśród nich miała znaleźć się informacja o "problemach z autopilotem".
. Wcześniej zatoczył kilka kręgów w okolicy Mińska Mazowieckiego. "Pasażerami zajęła się obsługa naziemna. Zostali odwiezieni do hotelu, gdzie spędzili noc" - mówi Jan Kreczmar, przedstawiciel LOT-u. . Kreczmar nie chciał potwierdzić, że awarii uległ autopilot. Zapewnił tylko, że samolot już po kilku godzinach został naprawiony i w niedzielę po południu był gotowy do startu.
To kolejne w ostatnich dniach przymusowe lądowanie lotowskiego boeinga 767. Równo tydzień temu problemy miała maszyna lecąca z Chicago do Warszawy. Godzinę po starcie samolot wpadł w silne turbulencje.
>>>Przeczytaj relację pasażera boeinga
Pilot podejrzewając awarię przyrządów pokładowych .