Karetkę wezwano do kopalni dopiero tuż przed godziną 11. Ratownicy dotarli na miejsce w osiem minut. W kopalni zastali kilkunastu ciężko rannych górników, których ratownicy wywieźli już na powierzchnię. Poparzonych opatrywali lekarze z kopalni. "Pacjenci byli w stanie bardzo ciężkim" - relacjonował dr Michał Świerszcz, koordynator akcji ratowniczej.
>>> Czytaj także: Metan w kopalni mógł pojawić się nagle
Dlaczego karetkę wezwano tak późno? "Być może nie była znana liczba poszkodowanych, czy w ogóle byli tam ludzie" - powiedział dr Świerszcz.
Gdy ratownicy zobaczyli skalę tragedii, było jasne, że potrzebne są posiłki. "Podzieliliśmy grupę ma mniej i bardziej rannych. Zawiadomiliśmy inne zespoły, do pół godziny przybyło kolejne 10 karetek, w sumie było ich 18. Wezwaliśmy też śmigłowiec" - wyjaśnia Świerszcz.
>>> Górnik: "Tyle trupów... Posłali nas na śmierć"
Rzecznik kopalni Andrzej Bielecki tłumaczył, że akcja ratownicza trwała pod ziemią. Na powierzchni nie było dokładnie wiadomo, co się wydarzyło - ilu jest rannych i w jakim są stanie.
W piątkowej katastrofie w kopalni "Wujek-Śląsk" zginęło 14 górników, rannych jest blisko 40. Kilkunastu jest w stanie ciężkim.