"To jest zemsta moja na was, za to że w sprawie zrobiliście ze mnie durnia, wariata" - mówił Bogdan G. tuż po zatrzymaniu na początku lipca. , zanim wpadł, urządził sobie prawdziwe złodziejskie tournee po kraju. Jeżdził po hotelach podając się za . Potem znikał, nie płacąc za nocleg i posiłki. Zabierał też ze sobą "pamiątki" - radia, telewizory.
Przed sądem usłyszał tylko jeden zarzut - . Winy nie kwestionował. Twierdzi, że zatrzymał się w olsztyńskim hotelu, ponieważ jechał do sądu w Mrągowie i chciał po drodze odpocząć. "A nie miałem pieniędzy, bo dopiero co wyszedłem z więzienia. Podałem się za dziennikarza, bo byłem wkurzony na telewizję, która co rusz robi ze mnie wariata" - powiedział w sądzie G.
Sąd takiej argumentacji nie potraktował łagodnie. Skazał Bogdana G. na . To dlatego, że, jak argumentował sędzia Wojciech Krawczyk, wyłudzenie było celowe. A poza tym, Bogdan G. ma bogatą kartotekę.
Mężczyzna się nie zgodził z wyrokiem. Podkreślał, że robi się z niego większego przestępcę niż jest w rzeczywistości. Od wyroku .