Anna Wojciechowska: "Spokojnie, odpowiednie służby pracują" - tak próbował pan bagatelizować wczoraj fakt, że trzeci ze skazanych w sprawie morderstwa Olewnika popełnił samobójstwo. Nie głupio panu po tym, jak dziś premier przedsięwziął nadzwyczajne środki w związku z tą sytuacją?
Paweł Graś: Ostateczne decyzje w takich sytuacjach podejmuje zawsze właśnie premier. I jak widać uznał, że takie rozwiązanie jest najbardziej stosowne i adekwatne do sytuacji. Kierował się przy tym przede wszystkim kwestią odpowiedzialności za państwo i jego instytucji, kwestią wiarygodności tych instytucji w oczach obywateli. Po drugie mieliśmy do czynienia z honorowym zachowaniem pana ministra Ćwiąkalskiego, który podał się do dymisji i wobec tego powstała nowa okoliczność.

Czyli pan mówiąc wczoraj, że żadna komisja i dymisja nie jest potrzebna, nie brał pod uwagę poczucia odpowiedzialności za państwo?
Ja miałem w tej sprawie swoje osobiste i prywatne zdanie.

Bez uwzględnienia tego, co w interesie państwa?
Obserwując zwłaszcza działania PiS na komisach sprawiedliwości poświęconych tej sprawie, uważałem, że powołanie komisji śledczej będzie miało polityczny wydźwięk i posłuży do kolejnej młócki, a nie wyjaśnieniu sprawy. Sądziłem, że prawdziwemu wyjaśnieniu sprawy służy zaangażowanie instytucji państwowych. Pan premier po rozmowie z ministrem Ćwiąkalskim widocznie stwierdził, że wiarygodność instytucji została nadszarpnięta i należy użyć wszelkich możliwych środków łącznie z komisją.

A u pana wczoraj górę wzięła walka polityczna i postanowił pan zamknąć oczy na oczywiste fakty, które muszą zastanawiać.
Staram się nie zamykać oczu na fakty. Przeciwnie, mam oczy szeroko otwarte. Ale podkreślam: to pan premier ma głos sprawczy i skoro uznał, że takie radykalne działania zostały podjęte, to znaczy, że jest to w tej chwili najlepsze z możliwych rozwiązań. Mam tylko nadzieję, że to wszystko rzeczywiście przysłuży się wyjaśnieniu tej niewątpliwe jednej z najbardziej mrocznych spraw polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Czyli ma pan dalej wątpliwości, czy premier dobrze zareagował?
Powtarzam, mam nadzieję, że przysłuży się i że w ślad za tym pójdą działania określonych służb: policji i wymiaru sprawiedliwości.

A może boli, że można powiedzieć, że premier zrobił to, czego zażądał PiS?
Nie, pan premier bardzo wyraźnie powiedział, co sądzi o działaniach w tej sprawie lewicy i pana ministra Ziobry. Tu się z premierem w 100 proc. zgadzam. Szampana bym nie otwierał na miejscu polityków PiS, bo my pilnie będziemy obserwować ich poczynania w tej sprawie: czy rzeczywiście skupią się na wyjaśnieniu tej sprawy, czy też będą to dalej traktować jako okazję do politycznych ataków.

Nie będę tolerował zaniechań i niechlujstwa – mówił też jednak premier, uzasadniając dymisję w obecnym Ministerstwie Sprawiedliwości. Czyli minister Ćwiąkalski też zawiódł, wbrew temu, co panu wczoraj mówił.
Pan premier podjął decyzję, kierując się odpowiedzialnością za państwo. Dał wyraźny sygnał tym wszystkim, którzy mieli jakikolwiek związek ze sprawą morderstwa Krzysztofa Olewnika: nie ma zmiłuj.

A pan nie widział potrzeby wysyłania takiego sygnału?
Ale ja nie jestem premierem. Miałem swoje zdanie. Dziś opinia premiera jest wiążąca.

Wczoraj jednak z Platformy poszedł pana głos. To powszechna opinia w PO?
Dyskusja w tej sprawie po decyzji premiera się kończy. Premier miał swoją wiedzę.

Ale przecież nie trzeba mieć jakieś nadzwyczajnej wiedzy! Wszyscy dowiedzieliśmy się o kolejnym tajemniczym samobójstwie.
Wszystko, co w tej sprawie miałem do powiedzenia, powiedziałem.

Nie czuje pan, że się po prostu skompromitował jako polityk?
Nie, miałem swoje zdanie i je wyartykułowałem. Natomiast obowiązującą w Platformie jest decyzja pana premiera.

A nie ma pan pretensji do kolegów z rządu, że tego sygnału o obowiązującym zdaniu nie wysłali wczoraj?
Chyba pani żartuje! Absolutnie nie! Pan premier musiał mieć czas na zapoznanie się z sytuacją i nie jest od wysyłania sygnałów.

Ćwiąkalski sugeruje, że wcale nie podjęta z odpowiedzialności za państwo, a w trosce o PR, wizerunek rządu.
Minister Ćwiąkalski zachował się honorowo i to kończy dyskusję na ten temat. Gdybyśmy rzeczywiście kierowali się słupkami popularności, to mając notowania na poziomie 60 proc., doprowadzilibyśmy dziś do przyśpieszonych wyborów. Nie robimy tego. Przeciwnie, jak widać, podejmujemy trudne decyzje.