Umorzono sprawę Włodzimierza Olewnika, ojca ofiary porwania i mordu, oskarżonego o to, że zaatakował prokuratora. Prokuratorów szarpać z pewnością nie należy. Ale ironiczne pytanie, czy skazanie Olewnika będzie jedynym sukcesem wymiaru sprawiedliwości, od kiedy ta sprawa wróciła na pierwsze strony gazet, było w pełni uzasadnione. Dodajmy, że ojciec działał pod wpływem emocji. Właśnie poznał akta, w których była historia zaniedbań i błędów wymiaru sprawiedliwości zakończonych śmiercią jego syna.

Ta sprawa ma wymiar czysto ludzki. To ciekawe, że zwróciła na to uwagę komentatorka "Gazety Wyborczej" Ewa Milewicz. Ma ona inne poglądy niż ja i na politykę i na prawo karne. Ale szukając przyczyn dymisji ministra Ćwiąkalskiego, zauważyła, że jedną z przewin zdymisjonowanego urzędnika był brak reakcji na to absurdalne śledztwo. Prokuratura szarpiąca małodusznie kogoś, kogo tak strasznie skrzywdziła, nie została upomniana przez tego, który odpowiadał za jej działania przed narodem. W tej sprawie odczuwamy z Ewą Milewicz tak samo.

Jest też bardziej polityczny wymiar tej historii. Tomasz Wołek, polemizując ze mną w TVN- owskiej Loży Prasowej, opowiadał, że czuł się bezpieczny pod rządami ministra Ćwiąkalskiego. Otóż ja nie czułem się bezpieczny przy ministrze, który akceptuje faktyczną nierówność obywateli wobec wymiaru sprawiedliwości. Wymiaru sprawiedliwości, który ściga słabych i broni własnych ludzi, ale nie potrafi się upomnieć o interes pokrzywdzonych.

Bez wątpienia decyzji bydgoskiej prokuratury o umorzeniu by nie było, gdyby nie nowe wiatry. Gdyby nie dymisja Ćwiąkalskiego i nowy minister. Czy to tylko chwilowy powiew, czy trwalsza zmiana? Zobaczymy.