Elżbieta Radziszewska stała się od jakiegoś czasu celem ostrego ataku ze strony środowisk feministycznych, organizacji kobiecych, sporej części mediów. Część zarzutów jest ideologiczna, że niby jest zbyt konserwatywna. Druga część zarzutów dotyczy braku rezultatów jej pracy w rządzie i sensu jej działalności jako pełnomocnika ds. równego traktowania.

To poważny zarzut, bo figurant utrzymywany za pieniądze podatników to skandal. Szczególnie, że jakiś rachunek krzywd i nierówności jest w Polsce do wyrównania. Radziszewska nie potrafi dobrze odeprzeć tych zarzutów. Mówi, że dopiero "odkrywa ziemię nieznaną". Nie potrafi podać przykładów swych skutecznych działań.

>> zobacz, co Radziszewska mówi o swoich dokonaniach

Rzeczywiście jest paprotką na stole platformerskiego rządu. Jest jednak pytanie, na ile to jej wina? Historia tej zdolnej kiedyś parlamentarzystki pokazuje główną patologię polskiego życia partyjnego. Na jej przykładzie łatwo można zobaczyć, że niemal niemożliwa jest kariera polityczna bez wsparcia lidera partii. A to wsparcie uzyskuje się na takich zasadach, na jakich w dawnych wiekach faworyci otrzymywali łaski i nadania z rąk monarchy.

Radziszewska, z zawodu lekarz, zasiada w Sejmie już od 11 lat. W kadencji 2001-05 była jedną z popularniejszych twarzy Platformy Obywatelskiej, jej głównym ekspertem w sprawach służby zdrowia. Skutecznie punktowała ówczesne SLD-owskie działania i przekręty w tej materii. Była bardziej widoczna niż główny ówczesny PiS-owski spec od zdrowia, czyli Bolesław Piecha. To powodowało, że to ona stała się twarzą całej anty-SLD-owskiej opozycji w sprawach służby zdrowia. Była bardzo widoczna, bo konflikty w szpitalach, protesty lekarzy i głodówki pielęgniarek bardzo często otwierały wtedy doniesienia mediów. O Ewie Kopacz mało kto wtedy słyszał, choć obecna minister zdrowia była już posłem.

Po wyborach 2005 wydawało się, że Radziszewska - tym razem przeciwko PiS - nadal będzie w pierwszym szeregu swej partii. Nagle, ku zaskoczeniu sejmowych dziennikarzy, zapadła się niemal pod ziemię. W gabinecie cieni PO, zamiast zdrowia dostała sprawy kobiet i rodziny. To odcinek z politycznego punktu widzenia marginalny, nie to co służba zdrowia, więc Polska poznała Ewę Kopacz. Ta - co media wielokroć opisywały - swój awans zawdzięczała bliskiej przyjaźni z Donaldem Tuskiem. Radziszewska nie posiadała takich koneksji.

W tej kadencji dostała na otarcie łez stanowisko niemal fikcyjne. Bez budżetu i pracowników. Mogła odmówić - to ją bezsprzecznie obciąża, że zgodziła się na tę fikcję. Nie wiemy jednak też, ile by ją kosztowała ewentualna odmowa. W polityce też tak jest, że gdy szef partii coś proponuje, to jego podwładny wie, że odmowa nie wchodzi w rachubę.

>> Przeczytaj, co o pani pełnomocnik mówiła Kinga Dunin