Kiedyś w ferworze awantury Adam Michnik, naczelny Wyborczej krzyknął na swoją zastępczynię Helenę Łuczywo: Zwalniam cię. To ja cię zwalniam - odpowiedziała Łuczywo, która była równocześnie członkiem zarządu Agory. Innym razem nazwała Michnika przy ludziach, w apogeum afery Rywina, "kretynem".

Jej nazwisko zniknęło właśnie ostatecznie ze stopki "Gazety Wyborczej", choć żegnała się z redakcją już dwa lata temu. Luiza Zalewska i Piotr Zaremba opisują sylwetkę kobiety, która pozostając nieco w cieniu, dźwigała na swoich barkach "Wyborczą". Osoby pracowitej, perfekcyjnie profesjonalnej i nieprzeciętnie upartej, czasem brutalnej. - Gdyby ta gazeta powstała 20 lat później, to pewnie ona zostałaby naczelną, a nie Michnik, bo dziś pozycja kobiet jest silniejsza - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, która pracowała z nią w podziemnym "Tygodniku Mazowsze".

Odchodzi kolejna historyczna współtwórczyni potęgi Agory. Była córką komunistycznego działacza i we wczesnej młodości miała nad łóżkiem portrecik Lenina. W 1981 roku na pierwszym zjeździe "Solidarności" opluła (dosłownie) działacza, który atakował KOR. Piekielnie inteligentna i piekielnie niebezpieczna dla przeciwników. Kochana przez przyjaciół i znienawidzona przez wrogów. Pani na Agorze...