MACIEJ WALASZCZYK: Dlaczego premier Donald Tusk nie dymisjonuje słabych ministrów swojego rządu takich jak Ewa Kopacz, Aleksander Grad czy Bogdan Klich?
ERYK MISTEWICZ: Rząd Donalda Tuska jest pierwszym rządem po 1989 roku stanowiącym rzeczywistą drużynę. Jest rządem autorskim, to znaczy takim, którego ministrowie stanowią pewną całość. Są oni podporządkowani pewnej koncepcji strategicznej, a ta jest podporządkowana wizji państwa Donalda Tuska.

Na czym ona pana zdaniem polega? Są głosy, że jest to raczej rządzenie bez wizji.
Ministrowie realizują wytyczne premiera na poszczególnych odcinkach. Jeżeli okazują się nieskuteczni – w naturalny sposób odchodzą. Może z wyjątkiem pierwszego rządu Tadeusza Mazowieckiego mieliśmy w Polsce do czynienia z premierami szantażowanymi przez swoich ministrów lub koalicjanta. Za rządów Hanny Suchockiej pamiętam chyba najbardziej nieudolnego ministra ochrony środowiska, który podpisał decyzję o odstrzale wszystkich łosi w Polsce. Nie można było go zdymisjonować tylko dlatego, że został do rządu wprowadzony przez malutką partyjkę Porozumienie Ludowe, której głosy były niezbędne do utrzymania kruchej większości koalicyjnej. W innych rządach było podobnie. Dzisiaj dobre relacje na linii Tusk – Pawlak, w tym również ich relacje osobiste, pozwalają uniknąć podobnych sytuacji.

Pan mówi o strategii rządzenia i wizji politycznej Tuska. A nie jest to skuteczna strategia podporządkowana wizerunkowi premiera i jego aspiracjom prezydenckim?
Strategią PR-owską można by nazwać lansowanie komunikatu, że zdobycie złotych medali na mistrzostwach świata w Berlinie łączy się ze zmianami w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, jakie przeprowadził rząd Tuska. Marketingiem politycznym można by nazwać sposób sprzedaży dokonań poszczególnych resortów, których w mojej ocenie jest sporo. PR można również nazwać zarzuty opozycji, że wszystko to jest świadomą strategią marketingową rządu Tuska. Poprzednie rządy albo nie potrafiły sprzedawać swoich dokonań, albo ich po prostu nie miały.

A jak jest w przypadku rządu donalda Tuska?
Komunikacja społeczna tego rządu jest jedną z lepszych, także ze względu na rozwinięte techniki marketingu politycznego, choć nie jest ona doskonała. Niedługo będziemy mieli 2 tys. orlików, w lipcu odbyła się w Polsce olimpiada młodzieży z 26 krajów, ale nie ma na ten temat zbyt wielu informacji w mediach. Gabinet Donalda Tuska jest zorganizowany zgodnie z zasadami feng shui, w którym real twardej polityki dopełniony jest wysokiej jakości komunikacją społeczną. Poza tym mamy do czynienia z ewidentnymi sukcesami rządu, np. w infrastrukturze, gdzie kończą się negocjacje w sprawie budowy kolejnych odcinków autostrad lub co chwila otwierane są odcinki już wybudowane. Więc dymisja ministra Grabarczyka nie miałaby uzasadnienia.

A minister Kopacz? W powietrzu wisi protest lekarzy, pielęgniarek. Minister Grad i niesprzedana stocznia? A zamieszanie w wojsku po odejściu gen. Skrzypczaka?
W przypadku Ewy Kopacz bardziej niż protestu personelu medycznego niepokoiłbym się protestem pacjentów, którego jednak nie ma. Każda grupa zawodowa tradycyjnie przychodzi do swojego ministra, by mu powiedzieć, że jest jej źle. Jeśli już dziś mielibyśmy się obawiać o czyjś los, to szefa MON Bogdana Klicha. To też będzie decyzja premiera, to on tworzy drużynę.

Michał Karnowski napisał, że premier jest surowym nauczycielem stawiającym swoim ministrom pały do dziennika.
Jest to całkowicie naturalne. Nie mamy przecież do czynienia ze zmianą ministra co trzy tygodnie. Nie mamy do czynienia z naciskami z jednej strony lobby pracowników danego resortu, którzy żądają dla siebie wyższych pensji, a z drugiej lobby inwestującego, chcącego wybudować coś znacznie drożej niż rzeczywiste koszty, a najchętniej zmienić ministra na im uległego.

A nie jest tak, że premier unika odpowiedzialności, zrzucając na swoich ministrów przekazywanie trudnych i złych informacji, a sam ogłasza tylko te dobre? To też uważa pan za sposób rządzenia, czy to jednak sprytny marketing polityczny?
Ależ jest to oczywista technologia sprawowania władzy. Zdziwiłbym się, gdyby premier brał na siebie i komunikował to, co złe, a ministrowie chwaliliby się swoimi sukcesami w blasku fleszy i przekazywali wyłącznie dobre wiadomości. W drużynie gra się na kapitana. We Francji, gdzie o władzę rywalizują dwa obozy polityczne, informacja o wypuszczeniu francuskich zakładników nie została przekazana przez szefów dyplomacji czy spraw wewnętrznych. Podobnie jest w Rosji czy USA, gdzie sukcesami chwalą się prezydenci obu krajów, a nie ministrowie. Nie demonizujmy PR i komunikacji społecznej i nie mówmy, że lepiej było kiedyś, gdy komunikacja i marketing polityczny były stosowane amatorsko.