Ksiądz przez 30 lat pozostawał bezkarny. Wojciech Tochman, reportażysta, który na łamach "Dużego Formatu" w 2003 roku opisał tę sprawę, przypomina, że duchowny z Tylawy - jak zeznali pokrzywdzeni - nocował u siebie (za zgodą rodziców) małe parafianki, rozbierał je do naga, kąpał, spał z nimi w jednym łóżku, całował, pieścił po brzuchu i wkładał palce w pochwę. Jak na zeznania zareagowała początkowo prokuratura? Umorzyła sprawę. Kierujący nią wówczas, a dziś stojący na czele sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisław Piotrowicz tłumaczył na konferencji, że czyny księdza nie miały podteksty seksualnego, że ksiądz masował dzieci po brzuchach, bo ma zdolności bioenergoterapeutyczne, że nie nosi to "znamion czynu zabronionego" - pisze publicysta w najnowszym "Dużym Formacie".

Wojciech Tochman przypomina, że za duchownym z Tylawy wstawiał się nie tylko prokurator Stanisław Piotrowicz i większość mieszkańców wsi, lecz również biskup, który przez kilka lat ignorował prośby niektórych parafian o odwołanie księdza. Tym biskupem był wówczas Józef Michalik, który wiele lat później wsławił się opinią, że dziecko "lgnie, ono szuka i zgubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciągnie" - podkreśla reportażysta "Wyborczej".

Duchowny Michał M. został skazany dopiero po tym, jak sprawa została wznowiona w innej prokuraturze i trafiła przed sąd. Usłyszał wyrok dwóch lat w zawieszeniu, nie odwołał się. Tochman przypomina, jak ksiądz-pedofil tłumaczył się w tej sprawie i podkreśla, że najpewniej nie rozumiał, co mu się zarzuca. Zeznawał, że kiedy szedł na katechezę, wkładał na siebie grube slipy albo kalesony, bo "każdemu zdrowemu mężczyźni staje, kiedy bierze dziecko na kolana" - pisze publicysta i ostro atakuje Prawo i Sprawiedliwość za postawienie posła Stanisława Piotrowicza na czele komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

Kto go wybrał? Zgraja świętoszków, którym trudno gęby domknąć, bo mają je pełne Boga, pełne pouczeń, jak mamy żyć moralnie. Nie wiedzieli, kogo wybierają? To już wiedzą. Nie odwołają przewodniczącego przy pierwszej okazji? Pewnie nie. Oznaczać to będzie, że dla Prawa i Sprawiedliwości pedofilia nie jest złem, że dla partii Kaczyńskiego molestowanie dzieci to działanie terapeutyczne.

Poseł PiS Stanisław Piotrowicz zareagował już na przypomnianą przez media sprawę ksiedza-pedofila z Tylawy. Były prokurator i obecny parlamentarzysta wydał oświadczenie, w którym napisał: "Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego). Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie. (...) Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych".