Zagadka pierwsza - co robiło stu posłów PiS w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 roku, w trzy godziny po tragedii? Odpowiedź - jedli obiad. Nie wierzycie Państwo? To się ich zapytajcie. Po tym, jak już się pomodlili za zmarłych i oddali im część, udali się do restauracji, żeby zjeść obiad. Głównym zaganiającym do autobusów i zachęcającym do jak najszybszego wyjazdu ze Smoleńska, był Antoni Macierewicz. Nie potrafię zgadnąć dlaczego setka polskich parlamentarzystów, posiadających paszporty dyplomatyczne, mających immunitety, nie przebiegła tych kilka kilometrów, które dzieliły ich od miejsca katastrofy, i nie pomagała ekipom ratunkowym w akcji. Dlaczego nie pobiegli tam i nie zabezpieczali terenu? Dlaczego nie fotografowali miejsca tragedii? Dlaczego dali się, jak barany, zamknąć w autobusach i zawieźć na obiad? Mam do nich tylko jedno pytanie - smakowało? - pyta na blogu Marek Migalski.

To nie koniec. Następnie europoseł bierze na celownik jednego z felietonistów tygodnika "Uważam Rze". 

A teraz druga zagadka? Kto i w jakim czasopiśmie określił w tym tygodniu Lecha Kaczyńskiego takimi oto słowami - "był żenującym przez swe gafy, lapsusy czy komiczność wystąpień telewizyjnych, z recytatorsko - deklamacyjnym mruczandem i z łapkami Gucia - Pucia trzymanymi przed sobą w manierze szkolnej prymuski".  I dalej: "wypiął" się na obchody rzezi wołyńskiej, bo "akurat podlizywaliśmy się haniebnie probanderowskim Ukraińcom". Ten sam autor w tym samym tygodniu, parę akapitów dalej, przyznaje rację księdzu Isakowiczowi-Zalewskiemu, kiedy pisał, że "Prezydent Lech Kaczyński dla mnie ikoną nie jest (…) Nie był mężem stanu, nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie wykorzystał siły swej prezydentury (…) Miał masę fatalnych posunięć (…) Nie sądzę, że powinien spoczywać na Wawelu". Nie, to nie jest redaktor Maziarski w Newsweeku, to także nie jest Tomasz Wołek w "Gazecie Wyborczej". Te słowa napisał Waldemar Łysiak w tygodniku niepokornych pod tytułem "Uważam Rze" - atakuje na blogu Migalski.

Europoseł zadaje też trzecią zagadkę. Pyta m.in. o rewizję polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego, o to kto nawoływał do bojkotu Ukrainy przed Euro 2012, jak i o to, kto przyłączył się do głównego nurtu polityki europejskiej i wraz z nim robił wszystko, by Ukraińcy nigdy już nie mieli szansy na członkostwo u UE

Nie, to nie był Radosław Sikorski. Nie, to także nie byli Bronisław Komorowski i Donald Tusk (cała trójka aktywnie wspierała naszych ukraińskich partnerów). Tym kimś był Jarosław Kaczyński - brat tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego, twórcy polityki określanej jako "jagiellońska" - pisze europoseł PJN. 

W związku z powyższym mam prośbę do polityków PiS, do redaktorów niepokornych oraz do samego Jarosława Kaczyńskiego – nigdy, ale to już naprawdę nigdy, nie powołujcie się na dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego, nie rezerwujcie sobie prawa do niego, nie biczujcie wszystkich swoim bólem i przywiązaniem do byłego prezydenta. Bo zdradziliście go i zdradzacie - o świcie, przy obiedzie i wieczorem - kończy swój wpis Migalski.