Podczas wczorajszego Marszu Niepodległości, organizowanego przez Ruch Narodowy zamaskowani sprawcy obrzucili budynek ambasady petardami i racami. Spłonęła budka strażnicza. Minister Sienkiewicz podkreśla, że jest to najbardziej bulwersujące wydarzenie podczas wczorajszego marszu. Od początku istnienia III RP nie doszło do ataku na żadną ambasadę, chociaż przez Warszawę przeszło setki demonstracji.

"Nikt nie był w stanie przewidzieć, ze mamy do czynienia z takim zdziczeniem i przekroczeniem wszelkich norm cywilizacyjnych, bo do tego się to sprowadza" - mówił minister Sienkiewicz.

Policja była przy głównym wejściu i je zabezpieczała. Zresztą zareagowano dość szybko. Atak nastąpił od tyłu ambasady i był skierowany przede wszystkim na tą budkę zewnętrzną należącą do ochrony, ale niestety doszło także do fizycznej agresji na terenie placówki dyplomatycznej. Z tym, że manifestantów od ogrodzenia dzieliły cztery metry - nawet gdyby tam był szpaler, to te petardy i ognie przelatywałyby tak czy inaczej. Nikt nie byłby w stanie powstrzymać ludzi, którzy przekroczyli wszelkie normy cywilizacyjne i zaczęli rzucać przedmiotami na teren placówki dyplomatycznej - zapewniał w wywiadzie w RMF FM Sienkieiwcz.

Minister nie uchyla się przed odpowiedzialnością za działania policji, ale chce najpierw poznać raport z wczorajszych działań. MSW ze swej strony zbada, czy podczas marszu policja działała skutecznie. Jeśli kontrola wykaże błędy, niewykluczone są konsekwencje personalne. Na przykład zostanie sprawdzone, dlaczego doszło do spalenia tęczy na placu Zbawiciela i dlaczego gaszący pożar strażacy nie byli wystarczająco chronieni przed atakami chuliganów.