W drugim dniu swojej wizyty w Australii prezydent spotkał się z miejscową Polonią w kościele w Keysborough, na przedmieściach Melbourne. Wcześniej para prezydencka uczestniczyła w mszy świętej.

- To dla mnie moment wielkiej satysfakcji, że w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości mogę spotkać się z państwem tutaj, po drugiej stronie świata – mówił Duda na spotkaniu z Polonią. Przypomniał, że w Australii żyje ponad 180 tys. osób pochodzenia polskiego, z czego ponad 56 tys. w stanie Wiktoria, którego największym miastem jest Melbourne.

- Polacy przyjeżdżali tutaj, najczęściej nie do końca dobrowolnie, wygnani z ojczyzny: przez zabory i zaborców, czasem przez biedę, później przez komunistów, zaraz po drugiej wojnie światowej, kiedy żołnierze spod Tobruku i żołnierze z Armii Andersa w zasadzie nie mogli wrócić do Polski, jeżeli chcieli żyć bezpiecznie, bo wiemy, co ich w Polsce czekało. Później w latach 80. emigrowali tutaj ludzie Solidarności, ludzie niepodległościowego podziemia – mówił prezydent.

Dziękował przedstawicielom Polonii za to, że "będąc tutaj od pokoleń, nadal pozostają Polakami". - Chociaż często jesteście obywatelami Australii, to macie pewnie poczucie dwóch ojczyzn: tej ojczyzny ojców, dziadków i tej waszej tutaj, na antypodach. Dziękuję za to, że wciąż jesteście Polakami, że kultywujecie polskość, że żyjecie w naszych obyczajach i kulturze. Przede wszystkim dziękuję wam za to, że ludzie tutaj szanują Polskę i szanują Polaków – powiedział prezydent. Podziękował też polskim nauczycielom i polskim księżom za ich wkład w kultywowanie polskości.

Duda podkreślił też, że "Polska się rozwija, jest z roku na rok coraz piękniejsza, a Polacy są coraz zamożniejsi, coraz lepiej im się żyje". - Tyle lat komunizmu i popadania w biedę. Z mozołem, ciężko - bo już prawie 30 lat minęło - udaje nam się to jakoś odkręcić, a nie jest to łatwe. Słoną cenę zapłaciliśmy za bezkrwawą rewolucję 1989 roku, bo są instytucje, które jeszcze cały czas trzeba naprawiać i wyganiać z nich komunistów. Ale póki co udaje nam się Polskę odbudowywać – mówił.

- Wierzę, że kiedy będziecie państwo przyjeżdżali do Polski w kolejnych latach (...), będziecie mogli z satysfakcją patrzeć i myśleć: "Może warto wrócić". Nie ukrywam, że bardzo bym tego chciał – powiedział Duda. Jak zaznaczył, według szacunków poza granicami kraju żyje około 20 milionów Polaków. - To jest gigantyczny kapitał. Państwo jesteście gigantycznym kapitałem, który nam odpłynął; kapitałem w wielu tego słowa znaczeniach – kapitałem ludzkim i ludźmi z kapitałem – zauważył prezydent.

Na spotkaniu prezydent wręczył też odznaczenia państwowe zasłużonym obywatelom Polski zamieszkałym w Australii, a także obywatelom Australii zasłużonym w działalności polonijnej.

"Za wybitne zasługi w działalności na rzecz środowiska polonijnego w Australii, za popularyzowanie polskiej kultury i historii" Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski odznaczony został Marian Pawlik. Z kolei "za wybitne zasługi w działalności polonijnej, za rozwijanie polsko-australijskiej współpracy gospodarczej" Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej odznaczony został Jerzy Łuk-Kozika.

"Za wybitne zasługi w działalności polonijnej, za popularyzowanie polskiej historii" Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski otrzymał Zdzisław Derwiński, a "za wybitne zasługi w propagowaniu kultury polskiej, za działalność polonijną" Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej odznaczone zostały Elizabeth Dziedzic oraz Teresa Koronczewska.

"Za zasługi w działalności na rzecz środowisk polonijnych, za działalność na rzecz społeczności polskiej w Melbourne" Złotym Krzyżem Zasługi odznaczeni zostali Sylwia Gręda-Bogusz, Regina Kukla oraz Adam Grabek.

Spotkanie z Polonią w Keysborough było ostatnim punktem wizyty prezydenta w stanie Wiktoria. W niedzielę wieczorem miejscowego czasu para prezydencka udaje się do Canberry, gdzie w poniedziałek zostanie oficjalnie powitana przez gubernatora generalnego Australii Petera Cosgrove’a. Duda spotka się też m.in. z premierem Malcolmem Turnbullem.

Prezydent: Dziękuję Australii, że po II wojnie światowej przyjęła tak wielu polskich żołnierzy

- To dla mnie wielki zaszczyt stanąć tutaj pod tym monumentem, wśród ludzi, o których śmiało można powiedzieć, że są towarzyszami broni. Jeśli można powiedzieć, że coś buduje przyjaźń i tworzy więzi, które trwają przez całe życie a może i dłużej, to z pewnością jest to wspólnie przelana krew. To właśnie stało się państwa udziałem – mówił prezydent w niedzielę przed południem miejscowego czasu podczas uroczystości w Mauzoleum Pamięci.

Jak dodał, "w tamtych dniach 1941 roku żołnierze australijskiej 9. Dywizji Piechoty i polscy żołnierze Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich twardo stanęli i oparli się niemieckiej nawale".

Prezydent mówił, że Niemcy prześmiewczo nazwali obrońców Tobruku "szczurami Tobruku". - Oni kpili a to określenie stało się właśnie symbolem bohaterstwa tamtego czasu, tamtej obrony i tamtego zwycięstwa. "Szczury Tobruku", ale zarazem żołnierze wielkiej Victorii - mówił prezydent.

- Chylę dzisiaj czoła przed wszystkimi towarzyszami broni, którzy w tamtej bitwie polegli; chylę czoła przed wszystkimi australijskimi i polskimi bohaterami, obrońcami Tobruku – oświadczył Andrzej Duda. Prezydent dodał, że co roku podczas obchodów kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego czczona jest też pamięć australijskich lotników, którzy nieśli wsparcie powstańcom Warszawy.

- Chcę podziękować Australii, że po II wojnie światowej, kiedy Polska była w komunistycznej niewoli, dom znalazło tutaj tak wielu polskich żołnierzy walczących w czasie II wojny światowej, także pod Tobrukiem. Dziękuję, żeście ich tutaj przyjęli; dziękuję, że pozwoliliście im tu rozpocząć nowe życie; dziękuję, że uczyniliście wszystko, by czuli się tu w Australii jak w swojej ojczyźnie i że stała się ona drugą obok Polski ojczyzną – mówił prezydent.

Bitwa o Tobruk trwała od kwietnia do listopada 1941 r. W Tobruku początkowo broniła się australijska 9. Dywizja Piechoty wraz z 18. Brygadą z australijskiej 7. Dywizji Piechoty. W drugiej połowie sierpnia wzmocniono garnizon Tobruku m.in. polską Samodzielną Brygadą Strzelców Karpackich. We wrześniu zluzowano Australijczyków, którzy w walkach stracili ponad 3 tys. żołnierzy. Zastąpiono ich brytyjską 70. Dywizją Piechoty.

Niemcy nadali australijskim, brytyjskim i polskim żołnierzom Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich walczących w obronie twierdzy Tobruk w zamierzeniu pogardliwy, a następnie uznany za zaszczytny, przydomek "Szczury Tobruku".