"Na miejscu tragedii brakuje też m.in. sprzętu do uzdatniania wody, a także teleinformatycznego i logistycznego" - dodał rzecznik. Zaznaczył, Polacy rozpoczęli sprawdzanie wyznaczonego im sektora dziś około godz. 13:00 czasu polskiego.

"Po wczorajszym dniu mogę powiedzieć, że jedną z trudności, na które napotykają, jest niechęć tubylców do współpracy. Według relacji są oni <całkowicie obojętni>" - powiedział Frątczak. "Wyczuwa się też napięcie społeczne, wywołane brakiem podstawowych rzeczy, takich jak np. woda czy żywność" - dodał. W tej chwili teren objęty kataklizmem przeszukują 54 grupy ratownicze liczące 1918 ratowników i 176 psów.

W poniedziałek, Polacy wraz z ratownikami niemieckimi przeszukiwali trzy sektory - dwa na przedmieściach i jeden w miejscowości położonej 40 km od stolicy. Zostali jednak z nich wycofani, ponieważ ochraniających ich żołnierzy z sił ONZ skierowano do zabezpieczania rozdzielania pomocy humanitarnej. Polscy ratownicy wyruszyli na Haiti w miniony piątek. Wiele godzin - podobnie jak innym ekipom ratowniczym - zajęło im jednak dotarcie z lotniska na Dominikanie do Port-au-Prince.

Na miejscu jest 54 strażaków z Nowego Sącza, Warszawy, Gdańska, Łodzi i 10 psów wyszkolonych w poszukiwaniu żywych osób pod gruzami. Wyposażeni są w specjalistyczny sprzęt ratowniczy, m.in. geofony, kamery wziernikowe i termowizyjne oraz sprzęt mechaniczny i hydrauliczny do odgruzowywania.

Trzęsienie ziemi o sile 7 lub 7,3 st. (agencje podają różne informacje) nawiedziło Haiti tydzień temu. To najsilniejszy wstrząs w tym regionie od ponad 200 lat. Centrum stolicy, Port-au-Prince, jest zniszczone. Według władz haitańskich dotychczas pochowano w zbiorowych mogiłach zwłoki ok. 70 tys. ofiar kataklizmu. Co najmniej 250 tys. osób jest rannych, a 1,5 mln nie ma dachu nad głową.

W środę z Polski ma wylecieć samolot z pomocą humanitarną dla osób poszkodowanych w trzęsieniu ziemi. Na jego pokładzie będzie też zespół lekarzy i pielęgniarek znających język francuski.