Blond krucjata przeciw śniadym Holendrom
- W Warszawie nie mają ochoty na meczet
- Wielka demonstracja imigrantów w Waszyngtonie
- Zamachami chcieli walczyć z "Antychrystem"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wildersa ten problem jednak też dotyczy. Na początku zeszłego roku zostaje oskarżony o podżeganie do nienawiści rasowej. Proces obecnie jest zawieszony, ale niezależnie od wyniku blondwłosy polityk i tak wyjdzie z niego zwycięsko. Bo nawet jeśli by przegrał, będzie się mógł przedstawiać jako ofiara cenzury i politycznej poprawności. Tym bardziej że według sondaży większość Holendrów trzyma jego stronę. Gdy w zeszłym roku Wielka Brytania zabrania mu wjazdu na swoje terytorium na premierę "Fitny", decyzję tę potępia 84 proc. ankietowanych. Swoją dezaprobatę wyraża nawet premier Jan Peter Balkenende.
Choć grozi mu do 16 miesięcy więzienia lub grzywna w wysokości prawie 10 tysięcy euro, dalej testuje granice wolności słowa. Domaga się zakazania w Holandii Koranu, podobnie jak "Mein Kampf". "Ta księga nakłania do nienawiści i zabójstw, więc w naszym systemie prawnym nie ma dla niej miejsca". "Muzułmanie, którzy chcą pozostać w Holandii, powinni wyrwać z Koranu połowę stron". I postuluje wprowadzenie podatku w wysokości tysiąca euro rocznie dla kobiet, które chcą nosić burki. - Wszystkie jego postulaty gospodarcze to tylko dodatek. Dla wyborców partia Wildersa jest monotematyczna, czyli antyislamska - mówi DGP Jaap Waldendorp, politolog z uniwersytetu w Amsterdamie.
A wyborcy to kupują. W zeszłotygodniowych wyborach lokalnych Partia na rzecz Wolności wygrała w 200-tysięcznym Almero i zajęła drugie miejsce w Hadze. Według sondaży w czerwcowych wyborach do parlamentu zamierza na nią głosować 20 - 30 proc. Holendrów, czyli może nawet powalczyć o pierwsze miejsce, a koalicja PVV z chadekami i konserwatystami jest najbardziej pożądaną. Co więcej, Wildersowi udało się wyjść poza tradycyjny elektorat skrajnej prawicy, czyli słabo zarabiającą i słabo wykształconą białą klasę pracującą. - Wilders, w odróżnieniu od np. Le Pena, nie jest izolowany na scenie politycznej, a ludzie przestali ukrywać czy wstydzić się tego, że na niego głosują - potwierdza Jan Jaap de Ruiter. Nie będą zatem mieć problemów z tym, gdyby przejął władzę. Bo blondwłosy polityk nie ukrywa, że to jest jego ostatecznym celem: - Oczywiście, że mam ambicję, by zostać premierem. Nie chcemy być cały czas w opozycji.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!