Zginął na koncercie rockowej grupy Korn
Mężczyzna zginął na koncercie rockowej grupy Korn. To był występ z cyklu "Wartość rodziny", ale oprócz rodzin, które kochają mocne granie, w niedzielę w Atlancie znaleźli się też bandyci. Gdy jeden z fanów poprosił, żeby stojąca obok grupa mężczyzn przestała popychać jego ciężarną przyjaciółkę i upośledzone dziecko - ci zaczęli okładać go pięściami i kopniakami. Ciosy okazały się śmiertelne.
30-letni Andy Richardson trafił do szpitala. Tu, we wtorek, jego bliscy usłyszeli porażającą diagnozę: śmierć mózgowa. Co oznacza, że mężczyznę podtrzymuje przy życiu już tylko aparatura. "Czy możecie sobie wyobrazić, że wasze dziecko idzie na koncert i traci życie, ponieważ jacyś ludzie chcieli się 'dobrze bawić'? Jestem naprawdę wściekła. Gdzie była policja, która mogła ich wtedy powstrzymać?" - mówi zrozpaczona matka ofiary.
Bandyci są na wolności. I nie ma szans, że zostaną złapani. Żaden ze świadków nie potrafi ich opisać, czy naprowadzić policję na ślad przestępców.
Amerykańska grupa Korn wystąpiła w niedzielę w ramach cyklu koncertów "Family Values" (Wartość rodziny). To bardzo popularna impreza, która przyciąga masę fanów. Występują na niej same sławy rocka i hip-hopu, m.in.: Rammstein, Deftones, Ice Cube, Limp Bizkit i Orgy.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!