Znasz angielski? A może to globish?
Może zabrzmi to stereotypowo, ale dziwne, że Francuz jest entuzjastą angielskiego.
To pragmatyka! Oczywiście nie mogę nie pamiętać o dwóch wiekach naszej dominacji. Lingua franca nie miała jednak źródła w sytuacji ekonomicznej czy politycznej Francji. Chodziło raczej o
wiek oświecenia, czyli dominację intelektualną – największe dzieła tej epoki pisane były po francusku. Skończyło się to w 1919 r., gdy podpisywano traktat wersalski. Dwaj spośród
trzech współtwórców i głównych sygnatariuszy, brytyjski premier i amerykański prezydent, z racji urodzenia mówili po angielsku. Trzeci, francuski premier George Clemenceau, miał żonę
Amerykankę. Ale potem, zresztą niezbyt dawno temu, był jeszcze jeden moment, gdy francuski znowu zatriumfował.
Kiedy?
Gdy Watykan zabrał się do wydania nowego katechizmu Kościoła katolickiego (ukazał się w 1992 r.), bo poprzedni pochodził z XV w., nie wiedziano, jaki język ma być bazowy, czyli z którego
będzie się potem dokonywać przekładów. Myślano o łacinie, włoskim, angielskim, ale w końcu zdecydowano się na francuski, bo jest najbardziej precyzyjny. Na co dzień jednak wystarczy
globish. Do komunikacji międzynarodowej jest wprost idealny.
Sugeruje pan, że na przykład Unia Europejska powinna tłumaczyć wszystkie dokumenty na jeszcze jeden język?
Gdy w swoich książkach podaję cytaty z tekstów angielskich, tłumaczę je na globish. Ale zdaję sobie sprawę, że to na dłuższą metę nierealne, chociażby dlatego że urzędowe pisma
musiałyby być dużo dłuższe, bo globish jest językiem opisowym.
Jaki wpływ będzie miał globish na światową gospodarkę w przyszłości?
Tego precyzyjnie nie da się oszacować. Olbrzymi wpływ globisha widać w przypadku tak zwanych miękkich kompetencji, czyli na przykład zaufania, chęci współpracy. Pracowałem w kilku dużych
firmach, między innymi w Peugeot, Digital Equipment Corporation (DEC), a teraz widzę, co się dzieje w krajach rozwijających się. Mieszkańcy Europy Zachodniej coraz chętniej robią biznesy ze
Wschodem, bo przestają dostrzegać barierę językową. A bierze się to nie z wyjątkowo wysokiego poziomu angielskiego, ale w dużej mierze właśnie z tego, że jesteśmy bardziej otwarci i
życzliwi drugiej stronie, z którą chcemy się dogadać.
*Jean-Paul Nerriere, ojciec globisha, autor wielu publikacji o tej tematyce

























~Marek2011-02-15 11:59
Nie ma się co dziwić, że Speak up i tego typu placówki dbają o uczniów. W końcu to wymóg rynku. Istnieje przecież konkurencja, która może jest nieco z tyłu, ale nie daleko. Zawsze może dogonić. W dużych miastach chyba nie ma aż takiego wielkiego problemu z nawet stosunkowo egzotycznymi językami. Jest jedynie kwestia ceny. Bo mało popularny język to raczej wyższa cena jego nauki, a taki angielski, to cena zależy w dużym stopniu od istniejącej konkurencji, oraz renomy danej szkoły.
~Maja2011-02-14 11:12
Z takimi językami jest chyba nieco trudniej. Rzeczywiście znaleźć kurs japońskiego trudno, ale myślę, że nie jest to niewykonalne. Myslę, że chyba samemu jest jeszcze trudniej niż z angielskim. Teraz jest mnóstwo szkół, które uczą angielskiego, ale trzeba uważnie wybierać i poszukać takiej z renomą a nie najtańszej. Takie szkoły jak speak up naprawdę dbają o klientów.
~Marek2011-01-24 11:20
Też chodziłem do Speak upu. Faktycznie nie ma przeładowania słówkami. Wszystko jest robione po kolei. Ale też fakt, że trochę się trzeba było napracować. Przynajmniej człowiek wiedział za co płaci.
~Anitka882011-01-21 16:58
To zależy jak się uczysz. W publicznych szkołach rzeczywiście ważne jest żeby nauczyć podstaw, ale jak pójdziesz do jakiejś prywatnej szkoły, to nauczycielom bardziej zależy. Chodzę do speak up i tam w małych grupkach łatwiej jest się czegoś nauczyć. Poza tym metody nauki są bardziej urozmaicone, nie ma nudnego recytowania dialogów, które niczego nie uczą.
~pitrasek2011-01-21 16:52
nie ma się czemu dziwić tak musiało się z angielskim porobić jak tyle ludzi się go uczy. jeszcze nauczyciele też nie dbają o to żeby było poprawnie tylko komunikatywnie. 1500 słów każdy może opanować a nauczyć się porządnie gramatyki już niekoniecznie
~Yuki2010-10-02 20:35
Japoński wcale nie jest taki trudny. Jeśli chcesz rozumieć i mówić po japońsku wystarczy dobry podręcznik i odrobina nauki. Można naprawdę dużo się nauczyć w krótkim czasie. Ja używam japońskich podręczników "Minna no Nihongo". Słyszałen też, że Genki są niezłe. Powodzenia i dobrej zabawy w nauce.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!