Nie da się ukryć, że dżihadystowskie publikacje idą z duchem czasu. Strony w magazynach są bogato ilustrowane, a jakość składu wzbudza uznanie. Materiały filmowe nie są już kręcone przez amatorów domowymi kamerami. Teraz robią to profesjonaliści wyposażeni w cyfrowe lustrzanki. To lata świetlne w stosunku do nagrań z początków wojny z terroryzmem, gdzie do opinii publicznej przedostawały się jedynie trwające kilkanaście minut pojedyncze ujęcia przemawiającego brodacza.

Państwo Islamskie dziś zwyczajnie dba o swój PR. Kształtuje wizerunek dżihadu o ludzkiej i ciepłej twarzy, zatroskanego o los potrzebujących. To dżihad, który nie składa się tylko ze wzniosłych haseł zaczerpniętych z muzułmańskiej teologii, chociaż głęboko nimi podszyty.

A bojownicy, którzy rekrutują się z krajów Zachodu, nie przekreślili całego dotychczasowego stylu życia. Na Bliski Wschód przyjechali z aktywnymi kontami na Twitterze, gdzie wrzucają zdjęcia kotków z ręczną bronią maszynową.

Do tych materiałów niełatwo się jednak dostać. Zarówno Twitter, jak i YouTube co jakiś czas zawieszają konta, na których publikują dżihadyści. Konto wilaiat_halab, na którym jeszcze w ubiegłym tygodniu można było znaleźć zdjęcia z robót publicznych i pomocy społecznej organizowanej na terenach kontrolowanych przez Państwo Islamskie, już nie istnieje. Poszukiwanie zdjęć czy filmów przypomina więc zabawę w kotka i myszkę. Media społecznościowe zamykają konta, dżihadyści otwierają następne, ich materiały są podawane dalej przez innych użytkowników, nawet z ciekawości.

Profesjonalny e-dżihad

Nie inaczej jest z "Dabiq" - na propagandowy magazyn trafiliśmy za pośrednictwem nieaktywnego już konta na Twitterze. Linki do niego zamieszczają think-tanki zajmujące się profesjonalnie analizą sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nazwa została wybrana nieprzypadkowo. Dabiq to miejscowość w północnej Syrii, opodal której w 1516 r. Turcy wywalczyli w bitwie kontrolę nad spornymi terenami. Według muzułmańskiej tradycji to tutaj ma się odbyć finalna bitwa pomiędzy siłami islamu a krzyżowcami. - W Iraku zapłonęła iskra i będzie ona z Bożym przyzwoleniem nabierać na sile, aż pochłonie siły krzyżowców w Dabiq - możemy przeczytać w magazynie.

Wydawane w języku angielskim pismo jest ewidentnie skierowane do czytelnika z naszego kręgu kulturowego. Bo choć dżihad nie narzeka na brak rekrutów pod ręką - Państwo Islamskie w zeszłym roku wciąż znajdywało chętnych do przeprowadzenia ataków samobójczych - coraz większa ekspansja dotyczy zagranicy. Kiedy jeszcze konflikt w Syrii nie rozlał się na Irak, oceniano, że na wojnę z prezydentem Asadem wyruszyło ok. 5 tys. mieszkańców Zachodu.

Produkcją wszystkich materiałów medialnych związanych z Państwem Islamskim zajmuje się wydawnictwo Al-Hayat. Według niektórych doniesień, założycielem lub jednym z głównych inicjatorów przedsięwzięcia jest niejaki Abu Talha Al Almani, czyli były niemiecki raper Deso Dogg, który po ciężkim wypadku samochodowym przeszedł na islam. Następnie opuścił kraj, aby walczyć u boku sił Państwa Islamskiego, a na Bliskim Wschodzie przyjął imię Abu Talha Al Almani, czyli "Abu Talha z Niemiec". Dwukrotnie ranny w Syrii, rzekomo zabity w trakcie potyczki z syryjskim Frontem Al-Nusra, prawdopodobnie wciąż żyje, a jego doświadczenie z kulturą medialną na Zachodzie zaowocowało profesjonalnymi filmami w języku angielskim, a także właśnie magazynem "Dabiq".

- Odzew, z jakim spotkały się nasze wcześniejsze publikacje, Wiadomości Państwa Islamskiego i Raport Państwa Islamskiego, spowodował, że zdecydowaliśmy się wydać - z Bożą pomocą - ten oto periodyk - uzasadniają na wstępie stworzenie publikacji jej autorzy. Sam magazyn to 40 stron profesjonalnej propagandy w najgorszym, bliskowschodnim stylu. Czytelnik nie ma najmniejszych wątpliwości, co zdaniem autorów jest białe, a co czarne, i gdzie przebiega granica między dobrem a złem.

I pogrożą, i pocieszą

Państwo Islamskie występuje tutaj jako dobroczynna siła, szanująca ludzi Bliskiego Wschodu i rozumiejąca ich potrzeby. W magazynie widać przywiązanie do tradycji - działacze spotykają się ze starszyzną klanową na "oswobodzonych" terytoriach, organizowana jest pomoc społeczna, w tym ośrodki adopcyjne i centra pomocy materialnej. Ale jest też przemoc, krew i pokaz siły - zdjęcia trupów pokazują zabitych zarówno pośród wrogów, jak i wśród swoich. Ci pierwsi to szyici z okolic Mosulu, nazywani pogardliwie "rafidi" - ci, którzy odrzucają prawowitą władzę kalifa Ibrahima. Z drugiej strony - zabite dzieci, świadectwo brudnych metod przeciwników. Zdjęcie z egzekucji dwóch złodziei ma zaś być dowodem, że na terenie kalifatu sprawiedliwość dosięga winnych szybko i skutecznie.

Początek magazynu to oczywiście fragmenty z pierwszego, publicznego nagrania wideo przywódcy Państwa Islamskiego, czyli Abu Bakra al-Bagdadiego, obwołanego niedawno kalifem Ibrahimem. Nie pozostawia on żadnych wątpliwości co do swojego światopoglądu. Według niego świat jest podzielony na dwa obozy. - Obóz islamu i wiary oraz obóz niewiary i hipokryzji, czyli obóz muzułmanów i mudżahedinów z całego świata, oraz obóz Żydów, krzyżowców i ich sojuszników, a razem z nimi wszystkich narodów i religii niewiary, prowadzonych przez Amerykę i Rosję, a mobilizowanych przez Żydów – mówi al-Bagdadi.

W przemówieniu Al-Bagdadiego ważne są symbole. Kalif wystąpił w legendarnym meczecie należący do dynastii Ajjubidów, pogromców krzyżowców. Flaga Państwa Islamskiego jest czarna, ma więc ten sam kolor co flaga Abbasydów, którzy utworzyli największy kalifat w historii. Al-Bagdadi przyjął imię twórcy Kaaby, Ibrahima, czyli Abrahama. - Podważa to prawomocność każdego muzułmańskiego władcy, a w szczególności królewskiej rodziny Saudów - uważa Bruce Riedel, ekspert ds. bliskowschodnich w amerykańskim think-tanku Brookings Institution. Al-Bagdadi rzucił tym samym rękawicę wszystkim rządzącym na Bliskim Wschodzie. Teraz musi uzasadnić, dlaczego to właśnie on ma rządzić. - Nie ma islamu bez wspólnoty; nie ma wspólnoty bez przywództwa; i nie ma przywództwa bez posłuszeństwa - czytamy w tekście.

Zagraniczna rekrutacja 2.0

W "Dabiq" nie brakuje także dowodów na to, że wizja kalifatu jest atrakcyjna również dla innowierców. Poświęcono temu nawet specjalną kolumnę "Niewierni żałują tysiącami". Magazyn kończy się zapowiedzią wielkiej bitwy i perspektywą podbicia Konstantynopola, co w ewidentny sposób nawiązuje do wizji ostatecznego zwycięstwa. Zresztą upadek wielkiego miasta jako zwycięstwo nad złą cywilizacją jest powtarzającym się motywem w kulturze. Wystarczy sobie przypomnieć, czym dla starotestamentowych Izraelitów był Babilon.

Oczywiście Państwo Islamskie nie jest pierwszą organizacją terrorystyczną, która sięga po atrakcyjny przekaz medialny, aby propagować swoje poglądy. Swego czasu al-Kaida, swego czasu zwierzchnik Państwa Islamskiego, również publikowała w Internecie pliki PDF z pismem "Inspire". Pierwszy numer zawierał między innymi poradnik, jak skonstruować małą bombę. Ostatni, dwunasty, nawołuje do zamachów bombowych na terenie Stanów Zjednoczonych.

Profesjonalizmowi ich publikacji sprzyja jednak rozwój technologii i oprogramowania, które sprawia, że nawet na komputerze o niewielkiej mocy obliczeniowej można zmontować porządny film, a rejestracja materiału wideo doskonałej jakości jest możliwa przy użyciu niedrogiego sprzętu. Al-Hayat korzysta także z tej ostatniej możliwości, wypuszczając co jakiś czas krótkie filmy z serii "Mujatweets" zachęcające do przybycia na teren kalifatu i podjęcia walki (w "Dabiq" również znajduje się odezwa zachęcająca osoby wykształcone, np. inżynierów, do współtworzenia kalifatu). Film ukazuje młodego bojownika odwiedzającego towarzyszy w szpitalu i oferującego słowa pokrzepienia. Warto zwrócić uwagę na profesjonalną reżyserię i modne ostatnio, zwłaszcza w produkcjach telewizyjnych, ujęcia "z ręki" (film w języku arabskim i angielskim).