Ujawnione wczoraj streszczenie tajnego raportu specjalnej komisji amerykańskiego Senatu potwierdziło, że w Starych Kiejkutach funkcjonowało tajne więzienie CIA, w którym byli torturowani podejrzani o terroryzm. Z lektury 525-stronicowego dokumentu wynika, że polskie władze podlegały w tej sprawie licznym naciskom ze strony Amerykanów.

W streszczeniu nie pada słowo "Poland", jednak z analizy chronologicznej wynika, że do Starych Kiejkut pasuje kryptonim Detention Site Blue (Ośrodek Zatrzymań Niebieski). W grudniu 2002 r., gdy Detention Site Green został zamknięty, al-Nasziri i Abu Zubajda zostali przeniesieni do Detention Site Blue – czytamy. Tymczasem, według Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Palestyńczyk z saudyjskim paszportem Zajnulabidin Abu Zubajda trafił do Polski 5 grudnia 2002 r. Zarówno Abu Zubajda, jak i Saudyjczyk Abdurrahim al-Nasziri byli poddawani w Polsce torturom. Więźniowie byli bici, pozbawiani snu, obrażani i zastraszani.

CZYTAJ TAKŻE: Senator PO bije w polskie władze: Zgodziły się na złamanie konstytucji i prawa międzynarodowego>>>

CZYTAJ WIĘCEJ: Raport o więzieniach CIA rozszyfrowany. Słowo "blue" oznacza...>>>

Funkcjonariusze grozili an-Nasziriemu, że sprowadzą do więzienia jego matkę, po czym wykorzystają seksualnie na jego oczach. I to pomimo że Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) wiedziała także z własnego doświadczenia, że podobne wymuszanie zeznań jest przeciwskuteczne, ponieważ więźniowie w sytuacji granicznej wolą skłamać, byle tylko zatrzymać tortury. Tymczasem według senackiego streszczenia, jeden z pracujących w Polsce oficerów CIA miał problemy z opanowaniem gniewu, a inny nie był przeszkolony w zakresie prowadzenia przesłuchań. Nagrania przesłuchań obu więźniów zostały zniszczone w 2005 r.

Istnienie więzienia Blue wywoływało napięcia w relacjach USA z gospodarzami. (Jeden z urzędów/urzędników – red.) państwa zaproponował podpisanie protokołu ustaleń, który by określał zadania i obowiązki CIA oraz (państwa). CIA odmówiła. Cztery miesiące po tym, jak CIA rozpoczęła przetrzymywanie zatrzymanych w ośrodku zatrzymań, państwo (fragment zaczerniony) odmówiło transferu (zaczernione), w tym Chalida Szajcha Muhammada. Decyzja została zmieniona dopiero po tym, jak ambasador USA interweniował w imieniu CIA u politycznych przywódców państwa – czytamy. Z kontekstu wynika, że chodzi właśnie o Polskę.

To nie wszystko. W styczniu „Washington Post” napisał, że za udostępnienie Amerykanom ośrodka w Starych Kiejkutach Polska otrzymała 15 mln dol. Także ta informacja znalazła potwierdzenie w streszczeniu raportu. CIA dostarczyło (zaczernione) mln dol. (jednemu z urzędów lub urzędników – red.) państwa, po którym jego funkcjonariusze oraz przywódcy polityczni stwierdzili, że państwo to będzie elastyczne w sprawie liczby więźniów CIA przetrzymywanych w ośrodku oraz terminu jego zamknięcia – czytamy. Urzędnicy państwa byli »skrajnie rozczarowani« nieumiejętnością utrzymania tajemnicy przez CIA, a także brakiem ostrzeżenia przed ujawnieniem we wrześniu 2006 r. istnienia programu przez prezydenta Busha. CIA określiła to mianem »poważnego ciosu« dla relacji dwustronnych – dodają autorzy.

Być może dlatego tym razem amerykańska administracja postanowiła ostrzec Warszawę. W poniedziałek prezydent Barack Obama rozmawiał z premier Ewą Kopacz. Obie strony wyraziły nadzieję, że publikacja tego raportu nie wpłynie negatywnie na relacje Polska – USA – czytamy w oficjalnym komunikacie. Jak się dowiedzieliśmy, polscy urzędnicy do ostatniej chwili nie znali całości dokumentu, a jego główne tezy poznawali ze źródeł dyplomatycznych.

Raport potwierdził przy okazji, że w Polsce więziono nie tylko Abu Zubajdę i al-Nasziriego, o których było głośno ze względu na proces przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W 2003 r. do ośrodka Blue miał też trafić Ramzi bin asz-Szibah. Obywatel Jemenu miał zeznawać w sprawie planowanego ataku na londyńskie lotnisko Heathrow. Bin asz-Szibah był jednym z kandydatów do pilotowania 11 września 2001 r. porwanych przez Al-Kaidę samolotów. Odpadł, bo nie dostał amerykańskiej wizy.

Dokument jest efektem kilku lat pracy: formalnie całej komisji, w praktyce zasiadających w niej demokratów, którzy jako partia z większością w Senacie także w niej mieli przewagę liczebną. – Tego raportu nie można uznać ani za poważny, ani konstruktywny. To były jednostronne działania, których celem było podzielenie członków komisji oraz obrócenie przeciwko sobie komisji i CIA – napisali w wydanym oświadczeniu republikańscy członkowie komisji Marco Rubio i Jim Risch.

Republikanie najprawdopodobniej opublikują więc własny raport, co biorąc pod uwagę, że swoją odpowiedź przestawiła już CIA, oznacza, że w sprawie domniemanych tortur każdy nadal ma swoją prawdę. Republikanie sprzeciwiali się publikacji nie tylko z powodu tego, że pośrednio obciąża on winą za tortury administrację poprzedniego prezydenta George’a W. Busha, ale też obawiając się zagrożenia dla amerykańskich obywateli za granicą.

Tymczasem dokument niemal całą winę za stosowanie tortur składa na barki CIA. Autorzy podkreślają, że agencja wielokrotnie wprowadzała w błąd Departament Sprawiedliwości, a także unikała poddania się nadzorowi ze strony Kongresu i Białego Domu. Żaden z pracowników agencji, włącznie z jej ówczesnym dyrektorem George’em Tenetem, do kwietnia 2006 r. nie wspomniał Bushowi o stosowanych metodach przesłuchań. Z drugiej strony nie ukrywano jednak stosowania rozszerzonych sposobów przesłuchań do pozyskiwania informacji, których „nie dało się uzyskać w inny sposób”.

CIA broniła się, wskazując osiem przypadków skuteczności „rozszerzonych metod przesłuchań”. Wśród nich jest m.in. zapobieżenie zamachom w pakistańskim Karaczi czy na londyńskim Heathrow, a także zatrzymanie „bin Ladena Azji Południowo-Wschodniej”, jak nazywano Indonezyjczyka Riduana Isamuddina ps. Hambali. W rzeczywistości jednak raport dowiódł, że „Hambali” został zatrzymany przez przypadek, czy – jak to określił jeden z oficerów CIA – „po prostu na niego wpadliśmy”.

Strasburg wypowiedział się już o tajnych więzieniach w Polsce

– Senacki raport dotyczący torturowania osób podejrzanych o terroryzm przez CIA to sprawa amerykańskich instytucji. Nie ma w nim żadnych dowodów na to, by polskie władze były zaangażowane w nielegalne praktyki – mówi pod rygorem anonimowości osoba zbliżona do polskiego rządu.

Prokuratura w Krakowie wszczęła śledztwo w tej sprawie w marcu 2008 r. W 2012 r. „Gazeta Wyborcza” napisała, że zarzuty miał usłyszeć były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski. Oficjalnie nikt tego nie potwierdził. – Niewykluczone, że materiały tego streszczenia pomogą popchnąć to śledztwo do przodu. Oceni to prokuratura, która jest dysponentem tego śledztwa – komentował wczoraj rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcin Wojciechowski.

Wśród sieci rozsianych po świecie tajnych więzień CIA była także baza w Starych Kiejkutach. To tam między 2002 a 2003 r. mieli trafić m.in. dwaj obywatele Arabii Saudyjskiej Zajnulabidin Abu Zubajda i Abdurrahim al-Nasziri, podejrzewani o związki z Al-Kaidą i czekający obecnie na proces w amerykańskiej bazie w Zatoce Guantánamo na Kubie.

Obaj mężczyźni poskarżyli się tymczasem na działania Polski przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W lipcu 2014 r. trybunał orzekł, że Polska naruszyła m.in. zakaz tortur oraz prawo do życia. W związku z tym Warszawa musi im wypłacić łącznie 230 tys. euro odszkodowania. Wyrok nie jest prawomocny; w październiku Polska się od niego odwołała.

Nieoficjalnie wiemy, że prokuratura wielokrotnie zwracała się do USA o pomoc prawną w tej sprawie. Na razie bez większych rezultatów. Być może po publikacji raportu taka postawa amerykańskich śledczych się zmieni. – Ameryka ma przewagę, która czyni ją wyjątkową. To nasza wola, by otwarcie konfrontować się z przeszłością, z naszymi niedostatkami, by zmieniać się na lepsze – zapowiadał we wczorajszym wystąpieniu prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama.