Na nagraniu, które wyemitowało Radio Swoboda, prezydent podkreślił zasługi gubernatora w stabilizacji sytuacji we wschodniej Ukrainie. Dodał przy tym, że obwód dniepropietrowski jest strategicznie ważny w kontekście wojny w Donbasie i musi pozostać "bastionem" Ukrainy na wschodzie kraju.

- Musimy zapewnić pokój, stabilność i spokój. Zrobiliśmy dużo dla tego, aby Ukraina była zjednoczona, bezpieczna; aby bezpieczeństwo Ukrainy nie było kwestionowane - powiedział Poroszenko.

Decyzja prezydenta wywołała burzę wśród opinii publicznej. Związany z Kołomojskim deputowany do Rady Najwyższej Witalij Kuprij stwierdził, że teraz prezydent bierze na siebie pełną odpowiedzialność za sytuację w Dniepropietrowsku. Kuprij na kilka godzin przed dymisją Kołomojskiego, złożył wniosek o usunięcie go z szeregów Bloku Petra Poroszenki.

Były dziennikarz, a obecnie deputowany prezydenckiej frakcji Serhij Łeszczenko uważa, że: Była to najtrudniejsza, ale słuszna decyzja Poroszenki w polityce kadrowej. Podobnego zdania jest politolog Taras Berezowec. Według niego, może to być przełomowy moment w karierze Poroszenki.

Kołomojski był gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego od 2 marca 2014 roku. Dzięki jego wsparciu udało się uratować Dniepropietrowsk przed separatyzmem. Jako pierwszy zaczął wspierać powołanie batalionów ochotniczych. Później jednak władze, szukające w związku z trudną sytuacją ekonomiczną nowych źródeł dochodów, postanowiły pozbawić Kołomojskiego kontroli, a zatem także zysków z formalnie państwowego przedsiębiorstwa UkrNafta.

CZYTAJ TEŻ: Poroszenko rozmawia z Tuskiem. Przestrzega przed przedwczesnym optymizmem >>>