Dziennik Gazeta Prawana logo

Z wizytą w świątyni śmierci

26 października 2007, 17:04
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Mijasz oślizgłą, zastygłą w formalinie wątrobę. Tuż obok przecięta na pół ludzka głowa. W mózgu ścieżka, jaką zostawiła po sobie kula od pistoletu. Nieopodal na haku wisi nagi, martwy mężczyzna... Witaj w świątyni makabry - Muzeum Medycyny Sądowej w Tajlandii.

"Spacerujący" po muzeum śmierci mają wrażenie, jakby oglądali prywatną kolekcję zdziczałego milionera. Wszędzie tylko ciała zatrzymane w trakcie rozkładu, odcięte kończyny i zniekształcone chorobowo ludzkie organy.

Takie atrakcje - wyłącznie dla ludzi o mocnych nerwach - można znaleźć w Muzeum Medycyny Sądowej w Bangkoku, stolicy Tajlandii. Prócz ludzkich tkanek, można się też przyjrzeć całej gamie metalowych przyrządów, które przywodzą na myśl eksperymenty nazistowskiego doktora Mengele.

Jedną z najbardziej makabrycznych jest "kolekcja" zrośniętych różnymi częściami ciała dzieci. Do tego płody i zwłoki powykręcanych i zniekształconych przez najdziwniejsze choroby maluchów.

Oczkiem w głowie kustosza tego muzeum jest zachowane w całości i zakonserwowane nagie ciało chińskiego seryjnego mordercy dzieci i kanibala Si-Oui. Jego truchło wisi w gablotce wyglądającej jak budka telefoniczna i złowrogo spogląda na każdego, kto zakłóca mu wieczny spoczynek. Pod spodem widnieje tabliczka: "Był smakoszem ludzkiego ciała. Bynajmniej nie z głodu".

Muzeum z założenia utworzono na potrzeby studentów medycyny. Szybko jednak władze obiektu zauważyły, że na "trupach" można nieźle zarobić. Placówka cieszy się niesłabnącym powodzeniem - znudzeni dziesiątkami buddyjskich świątyń turyści z dziką radością odwiedzają podobne miejsca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj