Rządzi pan Rzeszowem od listopada 2002 r. Czy jeśli zostanie pan wybrany, będzie to pańska ostatnia kadencja?

Najpierw trzeba wygrać, myśleć będę potem. Przystępując do tej rozgrywki, trzeba brać na siebie jakieś ryzyko.

Uzyskał pan poparcie Platformy Obywatelskiej, rewanżując się poparciem dla kandydatów PO do sejmiku województwa. Czy wielka polityka powinna mieszać się aż tak w sprawy lokalne?

Przede wszystkim wszystko musi być spójne. Budowa dróg krajowych, wojewódzkich, autostrad czy ekspresówek bardzo rzutuje na rozwój danej miejscowości. Dlatego ciągle jesteśmy w kontakcie z instytucjami centralnymi i ministerstwami. Jesteśmy cząstką tego kraju, więc nie da się oderwać od polityki państwa.

W Rzeszowie przybywa ludności. W 2009 r. było to niemal 173 tys. mieszkańców, w ubiegłym roku – ponad 183 tys. Czy miasto jest przygotowane na to, by zapewnić przyjezdnym komfortowe warunki życia, np. jeśli chodzi o dostęp do żłobków?

Faktycznie mieszka u nas ok. 220 tys. mieszkańców, bo trzeba doliczyć jeszcze tych niezameldowanych. Obecnie 80 proc. budowanych mieszkań jest wykupowanych przez osoby przyjezdne, a w tym 3 proc. stanowią osoby z zagranicy. Jeśli obecne trendy się utrzymają, szacujemy, że w Rzeszowie w ciągu kolejnych czterech lat zameldowanych będzie ok. 260 tys. mieszkańców, a w sumie wszystkich mieszkających – ok. 300 tys. Niedawno Eurostat stwierdził, że po Mediolanie, Paryżu, Londynie czy Berlinie jesteśmy miastem, gdzie będzie największe zapotrzebowanie na informatyków. Dlatego budujemy kolejne strefy ekonomiczne, w których zatrudnienie znajdzie 10 tys. osób.

Rzeszów jest jednym z liderów w pozyskiwaniu dotacji unijnych na głowę. Miasto już złożyło wnioski na 3,3 mld zł w ramach nowej perspektywy UE. Co Rzeszów będzie realizować w pierwszej kolejności, gdy Bruksela odkręci kurek z pieniędzmi?

Zamierzamy dobudować węzły do obecnie powstających dróg krajowych, takich jak S19. Na obwodnicę południową miasta przeznaczymy ok. 600 mln zł. Chcemy wybudować drogę do lotniska w kierunku południowym. Oczywiście w grę wchodzi też budowa nowych szkół, basenów czy rozbudowa hali sportowej. Chcielibyśmy uzyskać również unijne wsparcie na modernizację i utworzenie nowych bloków operacyjnych w szpitalu miejskim oraz budowę basenu wód mineralnych. W sąsiedztwie szpitala znajdują się złoża leczniczej solanki. W 2010 r. utworzyliśmy Zakład Wodolecznictwa i Rehabilitacji, w którym do dyspozycji pacjentów oddaliśmy sześć wanien do hydroterapii. Zapotrzebowanie jest jednak dużo większe, stąd pomysł budowy basenu. Ważnym zadaniem strategicznym będzie również dokończenie realizacji dużego przedsięwzięcia w zakresie transportu publicznego – zaczynając od polityki parkingowej, poprzez stworzenie modalnego centrum przesiadkowego na obszarze dworców PKP i PKS, po nowoczesne rozwiązania w postaci kolejki nadziemnej i inteligentnych form sterowania ruchem.

Wspomniał pan o kolejce, o tzw. monorail. Ma być zawieszona 6 metrów nad ziemią. Czy tak nietypowy środek transportu jest miastu rzeczywiście potrzebny?

Złożyliśmy już w tej sprawie dokumenty, by uzyskać dotacje unijne. Mówimy o metrze na wysokości, więc nie da się przeprowadzić tak dużego projektu bez zewnętrznego finansowania. Na razie problem jest natury legislacyjnej. W polskim ustawodawstwie brakuje przepisu, który by stanowił, że komunikacja pasażerska może się odbywać na jednej szynie. Dlatego zaangażowałem posłów, by wyszli z odpowiednią inicjatywą legislacyjną w tej sprawie. Chcemy, by trasa monorail przebiegała od dworca kolejowego, przez drogę dwujezdniową, na tereny kampusów uniwersyteckich. Myślę, że projekt będzie kosztować ponad 200 mln zł. Czy taka kolejka to fanaberia? W Sao Paulo, Miami czy Sydney już funkcjonuje. Miałem okazję wizytować jedną ze szwajcarskich firm produkujących takie kolejki.

Spore kontrowersje wywołał pomysł darmowego transportu miejskiego dla bezrobotnych. Nie wszystkim podoba się uprzywilejowanie jednej grupy, przeciwnicy tego pomysłu twierdzą, że działa on demotywująco na poszukujących zatrudnienia, stworzy pole do nadużyć i kolejki w urzędach, do których co miesiąc kilka tysięcy osób będzie się udawać po zaświadczenia.

Jakim problemem może być wpisanie nazwiska i wydanie zaświadczenia? To kompletna bzdura. Zarzucano mi, że to pomysł na potrzeby kampanii wyborczej. To również nieprawda. Chcemy pomóc ludziom, którzy mają problem ze znalezieniem pracy, np. po politologii, historii czy dziennikarstwie. To przecież niewielki koszt, miejsce w autobusie się znajdzie, dlaczego więc mają nie jechać.

O tym, ile pieniędzy może pożyczać samorząd, decyduje od tego roku poziom wypracowanej nadwyżki operacyjnej. Niedawno agencja ratingowa Fitch podała, że nadwyżka operacyjna w Rzeszowie będzie 1,1–1,4 razy wyższa od obsługi zadłużenia szacowanej na około 55 mln zł rocznie.

W tej chwili mamy kredyty od Europejskiego Banku Inwestycyjnego o oprocentowaniu wynoszącym 2,18 proc. A EBI wie raczej, komu daje kredyt. Wszelkie zaciągnięte zobowiązania staramy się przeznaczać na inwestycje. Budżet Rzeszowa w 2003 r. wynosił zaledwie niecałe 370 mln zł, w tej chwili – 1,3 mld zł. To ogromny przyrost pochodzący m.in. z CIT, PIT, podatków od nieruchomości czy umów cywilnoprawnych, który dając nam nadwyżkę budżetową, zabezpiecza nas na kolejne lata. Nie mieliśmy do tej pory sytuacji, w której byliśmy zmuszeni sprzedać jakąkolwiek miejską spółkę. Nie było dnia, by zabrakło pieniędzy na zapłatę faktur, rachunków czy pensji dla urzędników.

Konkurenci

Krzysztof Prendecki, l. 39, Rzeszów, Komitet Wyborczy Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke

Andrzej Szlachta, l. 67, Rzeszów, Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość

Marta Agata Niewczas, l. 40, Rzeszów, Komitet Wyborczy Wyborców Marty Niewczas – Aktywny Rzeszów